środa, 31 grudnia 2014

Księżyc na drzewie: Epilog

WSZYSTKIM CZYTELNIKOM ŻYCZĘ SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! OBY WSZYSTKIE WASZE PLANY ZREALIZOWAŁY SIĘ JAK NAJKORZYSTNIEJ. :*

Kocham Was, ale ostatnio brakuje mi coś weny i czasu do pisania. :/

Przepraszam bardzo za opóźnienia!
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
   Kilka gorących dni - i nocy - później przyszedł czas, aby odebrać podopiecznego Lotty'ego z obozu. Bardzo się denerwowałem na ten moment. Wiele słyszałem o łobuzerskim chłopaku, a raczej większość wyczytałem o nim z umysłu partnera. Miałem tremę. Bałem się, jak Alex zareaguje na kolejne, dość raptowne zmiany w ich życiu. Teraz cała nasza trójka musiała poradzić sobie z nową sytuacją.
   Jechaliśmy dużym terenowym samochodem przez rozgrzane letnim słońcem asfaltowe drogi, mknąc w nieznane strony. Nawigacja co jakiś czas odzywała się, wskazując swym cyber-głosem naszą dalszą drogę. Lotty prowadził pojazd bardzo sprawnie. Raz po raz ocierał się dłonią o moje odsłonięte kolano. Miałem na sobie dość krótkie szorty w kolorze khaki oraz czarny, prosty podkoszulek na ramiączkach. Mój kochanek ubrany był w dżinsowe rybaczki i czarną koszulkę z nadrukiem zespołu.
   Zerknąłem na jego śliczną twarz i aż się zagapiłem. Nadal uderzała mnie jego uroda. Blond włosy rozwiane letnim zefirkiem, wesołe, jasne, błyszczące oczęta, usta wykrzywione w przyjemnym uśmiechu, a na ciepłej, złotej skórze igrały promyki tegoż samego koloru.
   - Dlaczego mi się tak przyglądasz, kochanie? - zapytał, nie odrywając uwagi od jezdni.
   - Ja... bo... - westchnąłem. - Jesteś piękny, skarbie - wydukałem.
   Zakręcił w jakąś polną drogę, a jego brwi i czoło były nieco zmarszczone. Zatrzymał wóz.
   Zaniepokoiłem się.
   - Zgubiliśmy się? - zapytałem, gdy wysiadł z samochodu i zaczął okrążać pojazd. Wyjrzałem przez okno właśnie w tym momencie, kiedy otworzył drzwi od mojej strony. Miał dziwną minę, aż pomyślałem, że go zdenerwowałem. Wtedy położył mi jedną rękę na karku, a drugą na biodrze. Przysunął się do mnie i wtedy dostrzegłem całkiem inny błysk w jego oczach, niż chwilę temu, a na różowych ustach wykwitł mu przepiękny, olśniewający wręcz uśmiech.
   - Nie - rzekł tylko tyle.
   I przystąpił do skutecznego powstrzymywania mnie przed dalszym, bezsensownym gadaniem. Obie pary drżących warg spotkało się w tęsknym pocałunku. Nasze ciała natychmiast zareagowały na pieszczoty.
   Po omacku odpiąłem swój pas bezpieczeństwa i nie odrywając się od ust Lotty'ego, wysiadłem, chwytając się jego ciała. Byliśmy podobnej postury, a temperament z nas obu wylewał się jednakowo, także nie raz musieliśmy grać w "Kamień, papier, nożyce", czyja dzisiaj kolej. Niemniej oboje byliśmy raczej uniwersalnymi kochankami. Teraz już wiadomo było, że to Lotty przejmuje dowodzenie. Oparł mnie o samochód plecami, dopóki nie otworzył tylnych drzwi. Z tyłu była kanapa, więc gdy tylko drzwiczki się otworzyły, pchnął mnie do środka, a ja pociągnąłem go za sobą. Czując, że jestem twardy, zacząłem się ocierać o partnera będącego w nie gorszym stanie.
   - Doigrałeś się, kotku - warknął jeszcze gorąco, zanim zanurkował pomiędzy moimi rozsuniętymi udami.
                                                                               ***      
  *Półtora godziny później*
   Siedziałem zarumieniony na fotelu obok kierowcy, Lotty wesoło uśmiechnięty pogwizdywał za kierownicą, a za nami na kanapie, gdzie przeżyliśmy swe płomienne chwile, siedział nieco nadąsany Alex. Był ładnym chłopcem, lecz raczej siedział cicho, a kiedy już się odzywał, był raczej opryskliwy i nie przebierał zbytnio w słowach. 
   - Synu, jak obóz? 
   Odpowiedziało mu tylko niechętne spojrzenie nastolatka. Atmosfera była tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Tylko Lotty zdawał się jej nie zauważać. 
   - No, dobra. O co chodzi? 
   - Erghm! Co to jest, to na suficie nad moją głową?! Oby to nie było...
   Na to jeszcze mocnej spłonąłem. Łudziłem się, że tego nie zauważy... 
   - Synu, wydaje mi się, że ty już powinieneś dobrze wiedzieć, co to takiego. Masz już osiemnaście lat! 
Pha ha ha!  - Mój kochanek nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Do tego nasze miny - moja - zażenowana, Alexa - zniesmaczona - tylko spotęgowały nagły wybuch. 
   - ...Fuj... - powiedział jeszcze zrezygnowany, zanim osunął się na siedzeniu i założył słuchawki na uszy. Popłynęła z nich muzyka tak głośna, że nawet mnie zabolały od tego uszy. Nastolatek zaczął kiwać jeszcze głową do rytmu i zamknął oczy. Przynajmniej wiedziałem, że słucha dobrej muzyki, co wywnioskowałem po nieco stłumionych, dobiegających mnie z tyłu metalowych riffach basu i gitary elektrycznej. Znałem ten kawałek. 
    Spojrzałem na partnera, który wyrwał mnie z moich rozmyślań, kładąc mi dłoń na udzie w geście wsparcia. 
   Powodzenia.
   Dla nas wszystkich, ukochany. 

KONIEC.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest to oczywiście koniec części II. :) 
Wydaje mi się, że chyba wszyscy są w stanie się domyślić, co mogło być na suficie nad biednym Alexem :D 
Pozdrawiam, 
Oli <33

4 komentarze:

  1. Już polubiłam Alexa xD

    Jeżeli za każdym razem gdy oni sobie prawią komplementy, lądują w łóżku tudzież w innym miejscu nie po to by leżeć, to coś mi się wydaje że Alex może mieć ciężko xD


    Epilog fajny :D
    Czekam III część, i życzę by w 2015 wena dopisywała i była cały czas :D

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahhaha :D o Boże ...hahahhaha nie mogę przestać się śmiać.....biedny Alex
    hahhaha genialny epilog
    Życzę dużo weny, czasu i szczęścia w nowym roku
    Pozdrawiam OfeliaRose

    OdpowiedzUsuń
  3. Super czekam na next i jeśli mnie przeczucie nie myli to 3 część będzie właśnie o Alexse i Lucasie

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,
    dobre zakończenie tego opowiadania, choć mnie by ciekawiło jak im się żyje we trójkę...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń