Bez dalszych wstępów, zapraszam do czytania i komentowania :)
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Minął tydzień odkąd zamieszkałem z tatą u Gabe'a. Mimo tego czasu, nadal jakoś nie pałałem sympatią do nowego partnera opiekuna ani też do jego rodziny, która wpada w gości, jak na moje, zdecydowanie zbyt często. W sumie, to poznałem tylko jego brata, który był serio niezłym facetem i wcale nie dziwiłem się, że ten słodki Jerome się z nim spiknął. Poza tym, jakoś zawsze udało mi się zmyć, zanim ta mała gaduła do mnie sięgnęła. Poważnie, tak często musiałem się gdzieś zaszyć na czas całej ich wizyty, że zdążyłem dobrze poznać jakąś tam część okolicy. Cóż, może i oni wszyscy są faktycznie w porządku, ale to mnie jak zwykle coś nie odpowiada?
Na obozie, z którego przeniosłem się bezpośrednio na to zadupie, nie zwracałem uwagi na ludzi. Byłem tam po to, aby udoskonalić swoją grę, a nie, żeby "zawierać nowe znajomości". Dobrze było mi tak, jak było. Było mi tam dobrze, bo nie musiałem się poświęcać i rozmawiać z innymi; nikt się nie czepiał, kiedy go olałem, a teraz muszę znosić złośliwe komentarze tego całego Gabe'a dwadzieścia cztery na dobę! Szlag mnie chyba strzeli! Jak można być takim upartym?!
***
Tata zawołał mnie, bym zszedł na dół. Nie miałem ochoty na kolejny wieczór odwiedzin tej pokręconej rodzinki. Ale musiałem mu obiecać, że "będę grzeczny". Teraz musiałem się go słuchać. Zbiegłem po schodach ubrany w czarną koszulkę z jakimś nadrukiem i bojówki tego samego koloru. Do paska z atrapami naboi miałem przyczepiony jeszcze łańcuch, który cicho pobrzękiwał, kiedy szedłem. Na stopach miałem nieodłączne nawet latem, czarne, ciężkie glany. Grzywka opadała mi na czoło, ograniczając w ten sposób pole widzenia. Ciężki łomot sprawił, że sześć par oczu zwróciło się w moją stronę. Moja twarz jak na co dzień przybrała wyraz obojętności. Przeskakiwałem wzrokiem od jednych oczu do drugich, nie szczędząc lodowatego spojrzenia. Na dłużej zatrzymałem się na oczach taty, co przekonało go, że to nie będzie taki łatwy wieczór, jakiego z początku oczekiwał. Wtedy mój wzrok spotkał się z niesamowitymi szarymi, błyszczącymi tęczówkami. Zagapiłem się, potknąłem i nim się obejrzałem, wylądowałem w ramionach posiadacza tych cudownych oczu.
- Wszystko w porządku? - zapytał szeptem. Dźwięk jego głosu przeszył mnie, powodując dreszcze na całym moim ciele. Podniosłem głowę, a to, co zobaczyłem w tych oczętach omal ponownie nie zwaliło mnie z nóg. Troska i zaniepokojenie rzuciło cień na ich blask. Opuściłem lekko wzrok. Moim oczom ukazała się cała śliczna twarz chłopaka. Prosty, zadarty nieco nosek, blade policzki z delikatnym odcieniem różu, wysokie kości policzkowe, ładnie wykrojone słodkie usta. Nagle zapragnąłem sprawdzić, czy smakują tak samo smacznie, jak wyglądają. Wtedy podniosłem głowę i zobaczyłem, że już nikogo wokół nas nie ma, a po chwili usłyszałem głosy i śmiech na zewnątrz domu.
Zerwałem się na nogi i delikatnie podniosłem chłopaka z podłogi. Przyglądał mi się zmieszany, kiedy
niosłem go do łazienki, by sprawdzić, czy nie stała mu się krzywda. Nie odezwałem się słowem przez całą drogę na górę. Po wejściu do łazienki przynależącej do "mojego" pokoju, posadziłem go tuż przy umywalce, znów zadziwiająco delikatnie.
- Coś cię boli? - zapytałem w końcu, kiedy dokładnie oglądałem jego ciało. Zauważyłem kilka siniaków, zapewne pochodzących od moich glanów, na jego smukłych łydkach. Od razu sięgnąłem do szuflady po maść na stłuczenia, po czym wylałem sobie trochę na dłoń. Ostrożnie ująłem jego nogę, po czym powoli wsmarowywałem żel w sińce. Nie rozumiałem tego, ale czułem nieodpartą potrzebę opiekowania się tym chłopakiem. Na oko wydawało mi się, że mógłby być w moim wieku, ewentualnie trochę młodszy. Przypomniałem sobie, że Gabriel wspominał, że jego brat ma syna, lecz niezbyt go słuchałem, toteż nie miałem pojęcia, jak mu na imię czy ile ma lat.
- Jak masz na imię, mały?
- Lucas - odpowiedział, patrząc na mnie uważnie. Zerknąłem na niego spod grzywki.
- Alex. - Uśmiechnąłem się do niego.
- Wiem. - Patrzył na mnie, jak zaczarowany.
- Skąd? - zaciekawiłem się. Zapamiętałbym, gdybym go już spotkał.
- Słyszałem o tobie trochę...
- Hm, zapewne od Gabe'a - wymamrotałem pod nosem. - E tam, pewnie same bzdury. A co jeszcze słyszałeś?
- Ee... coś tam, że jesteś małym, butnym, rozkapryszonym nastolatkiem i nie wiadomo, jakim językiem do ciebie mówić... Hm... ale chciałem cię poznać. - Był tak bardzo słodki... - Ssss! - syknął, kiedy nierozważnie trąciłem którąś z jego ran, za które byłem odpowiedzialny.
- Przepraszam - niewiele zastanawiając się nad tym, co robię, przybliżyłem się do niego pochyliłem i pocałowałem w policzek. I wróciłem do swego zajęcia, pozostawiając Lucasa zarumienionego po same skrzacie uszka. Przy okazji opatrywania, nie omieszkałem oczywiście obejrzeć dokładnie jego smukłych nóg. Przeszło mi przez myśl, jak to by było, gdyby mnie nimi obejmował, kiedy ja...
- Puk, puuk! - krzyknęła mała piszczałka zza drzwi.
- Nikogo tutaj nie ma! - warknąłem pod nosem.
- Daj spokój, to moja siostra - syknął.
- No właśnie... - powiedziałem już tak, żeby tego nie słyszał, idąc do drzwi, by je otworzyć. Ten tylko parsknął, najwyraźniej czytając z ruchu moich ust.
- Cześć! Jestem Abby, a ty? - zaświergotała od progu śliczna blondynka, jednak nie była tak ładna rzecz jasna, jak jej starszy brat. Mała sięgała mi prawie do pasa i tryskała energią.
- Opętany, krwiożerczy Alex. - Spojrzała na mnie wielkimi niebieskimi oczami.
- Mój blaciszek też jest oplątany - rzekła niemal poważnie. Spojrzałem na Lucasa dokładnie w tym momencie, kiedy Abby poleciała w jego stronę z zamiarem wskoczenia mu na kolana. Z moim refleksem zdążyłem ją złapać, nim zdążyła dobrze się odbić od ziemi.
- Przykro mi, mała, ale twój braciszek będzie się teraz oszczędzał - powiedziałem stanowczo.
- Bez przesady, to tylko siniaki... - spojrzałem na niego lodowatym wzrokiem. - Ale to, co usiłowałaś zrobić, z pewnością byłoby bolesne.
- Pseplasam... - Zrobiła minę smutnego szczeniaczka. Na mnie to nie podziałało, co innego można powiedzieć o Lucasie, który w jedną chwilę zmiękł. Łatwo było się domyślić, że nie raz ta mała w ten sposób owijała sobie brata wokół palca.
- Oooj... No, już. Chodź do mnie. - Zeskoczył z lady. Ukucnął i wyciągnął ręce do siostry, którą puściłem, by jak torpeda pokonała niewielki dystans dzielący ją od brata. - Ooch! Ab, tak bardzo się stęskniłaś?
- Maltwiłam się o ciebie! Tato zablał nas na dwól i kazał nie pseskadzać... dopielo telaz pozwolili mi tu psyjść...
- Skąd wiedziałaś, gdzie nas szukać?
- Wujek Gabe powiedział, żebym zacęła od tego miejsca.
Luke podniósł się z kucek, lekko się krzywiąc, lecz wziął siostrę na barana.
- Może... ja ją wezmę? - Nie byłem przekonany, czy da sobie radę.
- Poradzę sobie. - Teraz to on nie znosił sprzeciwu. Wyszedł z łazienki na korytarz, skąd schodami zszedł powoli na dół. Trzymałem się tuż za nim, by w razie czego szybko zareagować, ale musiałem przyznać, radził sobie całkiem nieźle. Będąc tuż za nim miałem idealny widok na dwie krągłe półkule, kołyszące się zgrabnie przed moim nosem. Wyszliśmy z domu i znaleźliśmy się wśród dorosłych, co jednak nie było moim marzeniem.
- Nareszcie! Myśleliśmy już, że postanowiliście tam zrobić swoje dzieci. - Mrugnął do nas Gabe. - Wszyscy widzieliśmy, te wasze nieodrywające się od siebie spojrzenia, choćby świat miał się kończyć.
Warknąłem na niego ostrzegawczo. Jeszcze chwila, a wywoła wilka, tyle że nie z lasu.
Lucas odstawił siostrę na ziemię, a ta zaczęła biegać wokół, popiskując raz po raz. Przestałem zwracać na nią uwagę, kiedy chłopak, siadając przy stole, wydał z siebie syczący dźwięk. Już byłem przy nim w pełnej gotowości.
- W porządku? - Spojrzał na mnie swoimi srebrnymi oczami, a ja poczułem się winny jego krzywdy.
- Nie umieram. - Uśmiechnął się słabo.
- Wiecie, już zachowujecie się, jakby Luke był w ciąży - nie odpuszczał.
- Gabe, skarbie... - próbował zaoponować Lotty.
- Ja tylko mówię, jak to wygląda, nie oceniam młodego. Po prostu takie daje sygnały - powiedział z udawaną niewinnością. Zatrzepotał rzęsami i już chciał odejść ciągnięty przez partnera, ale to już było za późno. Uniosłem się z siedzenia koło chłopca i gdyby ten nie złapał mnie za nadgarstek rzuciłbym się na niego i wydrapał mu oczy. Wiedziałem, że moje oczy zmieniły swą barwę na płynne złoto, spod uchylonych warg wystają ostre kły, zamiast paznokci pojawiają się pazury, a ręce bardziej pokrywają się ciemnymi, gęstymi włosami. Lotty mówił coś do mnie, lecz ja byłem jak w amoku. Dobrze wiedział, że od teraz pomiędzy mną a Gabrielem rozpoczęła się wojna. Moje szczęki były zaciśnięte, dłonie zwinięte w pieści, ale nadal byłem pierwszy raz tak trzeźwo świadomy dotyku na moim nadgarstku. Chwyciłem się go, jak kotwicy ratunkowej z tego pochłaniającego stanu i powoli wróciłem do normy.
Po odzyskaniu kontroli, zdołałem spojrzeć na Lucasa i wyszeptać tylko do niego:
- Przepraszam. - Musnąłem jego policzek opuszkami palców i tyle mnie widzieli.
Biegłem przez las próbując zrozumieć, co się ze mną stało i uspokoić tym samym mojego wilka. Musiałem zaspokoić współistotę, bo nie mógłbym normalnie funkcjonować z bestią tuż pod skórą. Biegłem więc, ile sił w nogach, gdzie świat szeroki, a droga daleka pod dachem utkanym z gwiazd*. Księżyc prowadził mnie w nieznane, a towarzyszył mi jedynie wiatr i odgłosy nocnych zwierząt. Nocą wszystko wydaje się wyraźniejsze. Uwielbiam noc. Oślepiony nie pamiętam ile biegłem, ale późną nocą padłem zmęczony na skałach jakiegoś wodospadu. Nieważne dla mnie było teraz, gdzie jestem. Będzie czas tym się martwić później. Jedyne, co teraz było ważne, to sen. Nic innego się nie liczyło.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Strachy na lachy - Ballada o Tolku Bananie
Pozdrawiam,
Oli ;3
PS Nie wiem, czy wszystko wyszło tak, jak chciałam, jutro to sprawdzę, bo teraz padam na twarz :)
Tata zawołał mnie, bym zszedł na dół. Nie miałem ochoty na kolejny wieczór odwiedzin tej pokręconej rodzinki. Ale musiałem mu obiecać, że "będę grzeczny". Teraz musiałem się go słuchać. Zbiegłem po schodach ubrany w czarną koszulkę z jakimś nadrukiem i bojówki tego samego koloru. Do paska z atrapami naboi miałem przyczepiony jeszcze łańcuch, który cicho pobrzękiwał, kiedy szedłem. Na stopach miałem nieodłączne nawet latem, czarne, ciężkie glany. Grzywka opadała mi na czoło, ograniczając w ten sposób pole widzenia. Ciężki łomot sprawił, że sześć par oczu zwróciło się w moją stronę. Moja twarz jak na co dzień przybrała wyraz obojętności. Przeskakiwałem wzrokiem od jednych oczu do drugich, nie szczędząc lodowatego spojrzenia. Na dłużej zatrzymałem się na oczach taty, co przekonało go, że to nie będzie taki łatwy wieczór, jakiego z początku oczekiwał. Wtedy mój wzrok spotkał się z niesamowitymi szarymi, błyszczącymi tęczówkami. Zagapiłem się, potknąłem i nim się obejrzałem, wylądowałem w ramionach posiadacza tych cudownych oczu.
- Wszystko w porządku? - zapytał szeptem. Dźwięk jego głosu przeszył mnie, powodując dreszcze na całym moim ciele. Podniosłem głowę, a to, co zobaczyłem w tych oczętach omal ponownie nie zwaliło mnie z nóg. Troska i zaniepokojenie rzuciło cień na ich blask. Opuściłem lekko wzrok. Moim oczom ukazała się cała śliczna twarz chłopaka. Prosty, zadarty nieco nosek, blade policzki z delikatnym odcieniem różu, wysokie kości policzkowe, ładnie wykrojone słodkie usta. Nagle zapragnąłem sprawdzić, czy smakują tak samo smacznie, jak wyglądają. Wtedy podniosłem głowę i zobaczyłem, że już nikogo wokół nas nie ma, a po chwili usłyszałem głosy i śmiech na zewnątrz domu.
Zerwałem się na nogi i delikatnie podniosłem chłopaka z podłogi. Przyglądał mi się zmieszany, kiedy
niosłem go do łazienki, by sprawdzić, czy nie stała mu się krzywda. Nie odezwałem się słowem przez całą drogę na górę. Po wejściu do łazienki przynależącej do "mojego" pokoju, posadziłem go tuż przy umywalce, znów zadziwiająco delikatnie.
- Coś cię boli? - zapytałem w końcu, kiedy dokładnie oglądałem jego ciało. Zauważyłem kilka siniaków, zapewne pochodzących od moich glanów, na jego smukłych łydkach. Od razu sięgnąłem do szuflady po maść na stłuczenia, po czym wylałem sobie trochę na dłoń. Ostrożnie ująłem jego nogę, po czym powoli wsmarowywałem żel w sińce. Nie rozumiałem tego, ale czułem nieodpartą potrzebę opiekowania się tym chłopakiem. Na oko wydawało mi się, że mógłby być w moim wieku, ewentualnie trochę młodszy. Przypomniałem sobie, że Gabriel wspominał, że jego brat ma syna, lecz niezbyt go słuchałem, toteż nie miałem pojęcia, jak mu na imię czy ile ma lat.
- Jak masz na imię, mały?
- Lucas - odpowiedział, patrząc na mnie uważnie. Zerknąłem na niego spod grzywki.
- Alex. - Uśmiechnąłem się do niego.
- Wiem. - Patrzył na mnie, jak zaczarowany.
- Skąd? - zaciekawiłem się. Zapamiętałbym, gdybym go już spotkał.
- Słyszałem o tobie trochę...
- Hm, zapewne od Gabe'a - wymamrotałem pod nosem. - E tam, pewnie same bzdury. A co jeszcze słyszałeś?
- Ee... coś tam, że jesteś małym, butnym, rozkapryszonym nastolatkiem i nie wiadomo, jakim językiem do ciebie mówić... Hm... ale chciałem cię poznać. - Był tak bardzo słodki... - Ssss! - syknął, kiedy nierozważnie trąciłem którąś z jego ran, za które byłem odpowiedzialny.
- Przepraszam - niewiele zastanawiając się nad tym, co robię, przybliżyłem się do niego pochyliłem i pocałowałem w policzek. I wróciłem do swego zajęcia, pozostawiając Lucasa zarumienionego po same skrzacie uszka. Przy okazji opatrywania, nie omieszkałem oczywiście obejrzeć dokładnie jego smukłych nóg. Przeszło mi przez myśl, jak to by było, gdyby mnie nimi obejmował, kiedy ja...
- Puk, puuk! - krzyknęła mała piszczałka zza drzwi.
- Nikogo tutaj nie ma! - warknąłem pod nosem.
- Daj spokój, to moja siostra - syknął.
- No właśnie... - powiedziałem już tak, żeby tego nie słyszał, idąc do drzwi, by je otworzyć. Ten tylko parsknął, najwyraźniej czytając z ruchu moich ust.
- Cześć! Jestem Abby, a ty? - zaświergotała od progu śliczna blondynka, jednak nie była tak ładna rzecz jasna, jak jej starszy brat. Mała sięgała mi prawie do pasa i tryskała energią.
- Opętany, krwiożerczy Alex. - Spojrzała na mnie wielkimi niebieskimi oczami.
- Mój blaciszek też jest oplątany - rzekła niemal poważnie. Spojrzałem na Lucasa dokładnie w tym momencie, kiedy Abby poleciała w jego stronę z zamiarem wskoczenia mu na kolana. Z moim refleksem zdążyłem ją złapać, nim zdążyła dobrze się odbić od ziemi.
- Przykro mi, mała, ale twój braciszek będzie się teraz oszczędzał - powiedziałem stanowczo.
- Bez przesady, to tylko siniaki... - spojrzałem na niego lodowatym wzrokiem. - Ale to, co usiłowałaś zrobić, z pewnością byłoby bolesne.
- Pseplasam... - Zrobiła minę smutnego szczeniaczka. Na mnie to nie podziałało, co innego można powiedzieć o Lucasie, który w jedną chwilę zmiękł. Łatwo było się domyślić, że nie raz ta mała w ten sposób owijała sobie brata wokół palca.
- Oooj... No, już. Chodź do mnie. - Zeskoczył z lady. Ukucnął i wyciągnął ręce do siostry, którą puściłem, by jak torpeda pokonała niewielki dystans dzielący ją od brata. - Ooch! Ab, tak bardzo się stęskniłaś?
- Maltwiłam się o ciebie! Tato zablał nas na dwól i kazał nie pseskadzać... dopielo telaz pozwolili mi tu psyjść...
- Skąd wiedziałaś, gdzie nas szukać?
- Wujek Gabe powiedział, żebym zacęła od tego miejsca.
Luke podniósł się z kucek, lekko się krzywiąc, lecz wziął siostrę na barana.
- Może... ja ją wezmę? - Nie byłem przekonany, czy da sobie radę.
- Poradzę sobie. - Teraz to on nie znosił sprzeciwu. Wyszedł z łazienki na korytarz, skąd schodami zszedł powoli na dół. Trzymałem się tuż za nim, by w razie czego szybko zareagować, ale musiałem przyznać, radził sobie całkiem nieźle. Będąc tuż za nim miałem idealny widok na dwie krągłe półkule, kołyszące się zgrabnie przed moim nosem. Wyszliśmy z domu i znaleźliśmy się wśród dorosłych, co jednak nie było moim marzeniem.
- Nareszcie! Myśleliśmy już, że postanowiliście tam zrobić swoje dzieci. - Mrugnął do nas Gabe. - Wszyscy widzieliśmy, te wasze nieodrywające się od siebie spojrzenia, choćby świat miał się kończyć.
Warknąłem na niego ostrzegawczo. Jeszcze chwila, a wywoła wilka, tyle że nie z lasu.
Lucas odstawił siostrę na ziemię, a ta zaczęła biegać wokół, popiskując raz po raz. Przestałem zwracać na nią uwagę, kiedy chłopak, siadając przy stole, wydał z siebie syczący dźwięk. Już byłem przy nim w pełnej gotowości.
- W porządku? - Spojrzał na mnie swoimi srebrnymi oczami, a ja poczułem się winny jego krzywdy.
- Nie umieram. - Uśmiechnął się słabo.
- Wiecie, już zachowujecie się, jakby Luke był w ciąży - nie odpuszczał.
- Gabe, skarbie... - próbował zaoponować Lotty.
- Ja tylko mówię, jak to wygląda, nie oceniam młodego. Po prostu takie daje sygnały - powiedział z udawaną niewinnością. Zatrzepotał rzęsami i już chciał odejść ciągnięty przez partnera, ale to już było za późno. Uniosłem się z siedzenia koło chłopca i gdyby ten nie złapał mnie za nadgarstek rzuciłbym się na niego i wydrapał mu oczy. Wiedziałem, że moje oczy zmieniły swą barwę na płynne złoto, spod uchylonych warg wystają ostre kły, zamiast paznokci pojawiają się pazury, a ręce bardziej pokrywają się ciemnymi, gęstymi włosami. Lotty mówił coś do mnie, lecz ja byłem jak w amoku. Dobrze wiedział, że od teraz pomiędzy mną a Gabrielem rozpoczęła się wojna. Moje szczęki były zaciśnięte, dłonie zwinięte w pieści, ale nadal byłem pierwszy raz tak trzeźwo świadomy dotyku na moim nadgarstku. Chwyciłem się go, jak kotwicy ratunkowej z tego pochłaniającego stanu i powoli wróciłem do normy.
Po odzyskaniu kontroli, zdołałem spojrzeć na Lucasa i wyszeptać tylko do niego:
- Przepraszam. - Musnąłem jego policzek opuszkami palców i tyle mnie widzieli.
Biegłem przez las próbując zrozumieć, co się ze mną stało i uspokoić tym samym mojego wilka. Musiałem zaspokoić współistotę, bo nie mógłbym normalnie funkcjonować z bestią tuż pod skórą. Biegłem więc, ile sił w nogach, gdzie świat szeroki, a droga daleka pod dachem utkanym z gwiazd*. Księżyc prowadził mnie w nieznane, a towarzyszył mi jedynie wiatr i odgłosy nocnych zwierząt. Nocą wszystko wydaje się wyraźniejsze. Uwielbiam noc. Oślepiony nie pamiętam ile biegłem, ale późną nocą padłem zmęczony na skałach jakiegoś wodospadu. Nieważne dla mnie było teraz, gdzie jestem. Będzie czas tym się martwić później. Jedyne, co teraz było ważne, to sen. Nic innego się nie liczyło.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Strachy na lachy - Ballada o Tolku Bananie
Pozdrawiam,
Oli ;3
PS Nie wiem, czy wszystko wyszło tak, jak chciałam, jutro to sprawdzę, bo teraz padam na twarz :)
Aaaaa!! Nareszcie *.* i o mamo booosko :3 już czekam na kolejny rozdział i mam nadzieję że tym razem nie długo bo oszaleję!!
OdpowiedzUsuńPoza tym zapowiada się serio ciekawie :) już lubię Alexa i jego styl <3 też mam taki pasek i łańcuch przy spodniach *.*
Nie rozpisując się więcej czekam na kolejny rozdział
Pozdrawiam OfeliaRose
Witam,
OdpowiedzUsuńbardzo mi się podoba, Alex i Gabe och wspaniale, może w końcu zaakceptują siebie, Alex już spotkał swojego towarzysza i od razu o niego dba....
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Dawno mnie tu nie było... Nowa notka jest miłym zaskoczeniem. Wyszła świetnie. Jedno zastrzeżenie jest za krótka. Rozdziały są coraz rzadsze. Weny życzę i częstszych postów.
OdpowiedzUsuńWiem i przepraszam, że tak to wygląda. Sama też nie jestem z tego zadowolona, ale po prostu ostatnio nie mam czasu na nic i cieszę się, że udało mi się zapoczątkować wreszcie nowy "cykl". Już piszę nowy rozdział, postaram się go udostępnić jak najszybciej.
Usuń