niedziela, 19 października 2014

Księżyc na drzewie IV

   Nawet nie wiem, kiedy zasnąłem, ale obudziłem się w ramionach mojego... partnera. Po tym, co usłyszałem, wolałem go tak nie nazywać, ale taka była prawda, której nie zmienię, nawet jeśli bym go nie przyjął. 
   Patrzył na mnie z troską. Wtedy przypomniałem sobie znów dokładnie jego słowa, które wypowiedział do telefonu i dlaczego moje policzki są teraz mokre od łez, a głowa i serce pękają z bólu. Pojedyncza łza znowu spłynęła z moich zmęczonych oczu, ale Lotty szybko ją starł drżącymi ustami. 
   - Ciii...- szepnął mi do ucha, gdy zaszlochałem na jego czułości. - Daj mi to teraz wytłumaczyć - mówił cicho, błagalnym tonem. - Nie dałeś mi szansy i wyciągnąłeś wnioski o przeciwnym znaczeniu do tego, jakimi były w rzeczywistości. 
   Nadal nie chciałem na niego spojrzeć, więc chwycił moją głowę w obie ręce i odwrócił w swoją stronę, szukając mojego wzroku. 
   - Osoba, z którą rozmawiałem przez telefon... - zaczął, ale nie dałem mu dokończyć. 
   - Powiedziałeś temu "Komuś", że go kochasz - wykrztusiłem z siebie zdanie, które wypowiedziane, po raz kolejny zakuło mnie w serce. Patrzyłem na niego, wyczekując zaprzeczenia, ale przecież słyszałem, co powiedział na pożegnanie. 
   - Tak - odezwał się w końcu. - I nie skłamałem. Rozmawiałem z... jakby to powiedzieć... moim synem. - Widząc, że jestem blisko kolejnego ataku histerii, szybko wyjaśnił. - On nie jest moim rodzonym synem. Nigdy z nikim nie byłem aż tak związany. Adoptowałem go kilkanaście lat temu, gdy spotkałem go przemarzniętego i wystraszonego. Zabrałem go do siebie, zaopiekowałem się nim. Jestem mu jedyną bliską osobą. Nie ufa nikomu, oprócz mnie. To wszystko przez to, co go spotkało, kiedy miał ze cztery latka. Ale o tym powinien sam ci opowiedzieć, jeśli będzie chciał... i jeśli ty zachcesz nas w swoim życiu. Teraz, ponieważ jest lato, jest na obozie muzycznym. - Oczy mu błyszczały, kiedy mówił o chłopaku. - Chciałbym, żebyś go poznał. Uwielbia śpiewać, grać i tańczyć. Dawno do mnie nie dzwonił, niedługo jadę go odebrać, bo kolonia się kończy. Bardzo chciałbym, abyś pojechał ze mną. On jest moją rodziną, ty też od teraz nią jesteś, ale nie zostawię Alexa samego. Musisz zrozumieć, że jeżeli chcesz mnie, musisz wziąć mnie "w pakiecie" z synem. Gabrielu, od teraz chcę, aby łączyło nas coś więcej. - Mówiąc ostatnie zdanie, wbijał się wzrokiem w mój. Podniosłem głowę, uklęknąłem przed nim, przyciągnąłem jego głowę do siebie i wpiłem się ustami w jego, niczym dzikie zwierze. Otworzył usta, zapraszając mnie do środka. Wepchnąłem język pomiędzy jego chętne wargi i nasze języki zaczęły namiętny taniec, sprawiając nam obu przyjemność. 
   Och, rany, jaki on jest słodki!
   Zjechał dłońmi po mojej klatce piersiowej, następnie po brzuchu, aż do rantu mojej koszulki. Wsunął ręce pod nią i pogłaskał moją skórę. Szczypał moje sutki, nie odrywając się od moich ust, z których spijał każdy jęk, każde westchnienie przyjemności. 
     - Och, Lotty - szepnąłem mu do ust, nie przerywając kontaktu naszych ciał. 
   Niezgrabnie, nie chcąc się od siebie zbytnio oddalać, wstaliśmy z zimnej podłogi w kuchni. Chwyciłem go za rękę i pobiegłem w stronę schodów, które prowadziły na górę. Nie mogłem się doczekać, kiedy w końcu będziemy w moim łóżku. Wtem zostałem pchnięty na ścianę. Zatrzymał mnie w połowie schodów. Zacząłem się bać, że "widząc" moje myśli, Lotty nie zechce ich spełnić. Co prawda, mówił, że jesteśmy partnerami i że on to rozumie, lecz może nie być gotowym na takie zbliżenie się cielesne. Przecież znamy się dopiero od kilku godzin, a ja już ciągnę go do łóżka, nie zadając sobie zbędnego trudu, by sprawdzić, co on czuje w tej kwestii. Kierowałem się wyłącznie własnymi żądzami...
   - Przestań tyle myśleć! - skarcił mnie najwyraźniej rozdrażniony. Głupio się poczułem. - Skończ już z tym - już łagodniej starał się doprowadzić mnie do porządku. Tak długo czekałem na kogoś, kto będzie właśnie tak mnie upominał, pomagał pozbyć się niepotrzebnych myśli. Czekałem na kogoś, kto będzie mnie kochał, szanował i wielbił - z wzajemnością. A jeżeli zdoła mnie pokochać takiego, jakim jestem, to i ja będę w stanie go pokochać. Głęboko w to wierzę. Ktoś, komu będzie zależeć na mnie tak samo, jak mnie na nim. Byłbym szczęśliwy, mogąc dzielić moje życie z kimś takim. Cóż może być większym powodem do dumy, niż świadomość, że masz przy sobie kogoś, kto, mimo wszystko zostanie z tobą do końca świata, czy tego chcesz, czy nie? Uważam, że jest to najważniejszą rzeczą, do której dążę. Moim marzeniem od zawsze było "być czyimś marzeniem".
   - Gabrielu... - wyszeptał już mocno wzruszony Night. - Na pewno będziemy mogli przeżyć ze sobą wspaniałe życie, a los wiedział jak nas sparować, mając takie same marzenia, żyjąc tymi samymi pragnieniami. Naprawdę, nie wiem, jak bez ciebie żyć, a życie z tobą byłoby największym zaszczytem. Nie zasługuję na to, ale ciągle i zawsze będę się starał, by i tobie żyło się ze mną dobrze. Czeka nas wieczne szczęście. Obiecuję ci to. Obiecuję. Na zawsze.
   Przy ostatnich słowach, gdy patrzyłem w jego jasne oczy, jego głos się załamał, zwilgotniał. Jednakże widziałem i wyczuwałem w nim szczerość. Na jego przystojnej twarzy malowała się czułość tak wielka, że... nie umiem określić tego jakimikolwiek znanymi mi słowami.
   Pocałowałem go.
   W tym momencie nastrój, który ostatnio ulotnił się niezauważony, teraz powrócił z wielkim hukiem. Przycisnął mnie mocniej do ściany. Namiętność uderzyła w naszą dwójkę o wiele silniej, niż do tej pory. Blondyn gwałtownie podniósł mnie na ręce tak, że moje nogi swobodnie objęły go w pasie.
    - Silny jesteś, kochanie - zamruczałem w jego usta, zanurzając palce w jego miękkich włosach.
    - Jak na wilkołaka przystało, nie uważasz? - zapytał zadziornie, podgryzając płatek mojego ucha. Nie zdziwiło mnie to wyznanie. Myślą przesłałem mu, gdzie ma się skierować, aby dotrzeć do sypialni, a on bez najmniejszego trudu mnie tam zaniósł.
   Nie dbając o zamykanie drzwi, popędził prosto do łóżka, co bardzo mnie ucieszyło. Zaczęliśmy wzajemnie wyswobadzać się z ubrań. Śmialiśmy się dużo przy tym, gdy nasze zaplątały się tak, że sami nie wiedzieliśmy, co właściwie robimy, a przy każdym takim wypadku, obdarzaliśmy się drobnymi pocałunkami. W końcu, gdy byliśmy już zupełnie nadzy, a ciężka pościel,okrywająca nasze ciała od pasa w dół, tworzyła dwa maszty nad naszymi nogami wsunąłem rękę pod poduszkę, a kiedy ją wyciągnąłem, w mojej dłoni spoczywała niewielka tubka z zapachowym żelem.
   - Zawsze ubezpieczony, co, tygrysie? - zapytał ze śmiechem w głosie, soczyście oblizując swoje usta.
   - Lepsze to, niż improwizacja - odpowiedziałem lekko speszony, kiedy podniósł pościel, odsłaniając nasze nagie ciała przed głodnymi spojrzeniami dwóch dzikich par oczu.
   - Czasami i to może być dobre, kociaku - powiedział unosząc się nade mną, wsparty na rękach po obu stronach mojej głowy. Ugiął ręce w łokciach, mięśnie malowniczo zagrały pod złotą skórą, ponownie pocałował mnie w usta.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że dopiero teraz, ale jestem zaganiana, na nic nie mam ostatnio czasu i nie wyrabiam się zwyczajnie! :( Liczę, że się podobało, ciąg dalszy oczywiście w następnym wpisie. ;) Dziękuję, za Wasze komentarze, naprawdę podnoszą one na duchu. <3
Kocham, pozdrawiam wszystkich czytelników (tych cichych, jak i również tych komentujących) :**
Życzę udanego tygodnia,
Oli <3 

7 komentarzy:

  1. Jest Hura!!!!
    Nareszcie !!
    Ale się cieszę dziękuje że go dodałaś :3

    Wszystko fajnie tylko czemu ?
    ;-;
    Czemu tak przerwałaś ;-;
    Czekam na kolejny i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że tak długo trzeba było czekać ale warto
    Rozdział jak zawsze exstra czekam na next mam nadzjeje, że będzie szybciej ^,^
    A tak w ogule jego syn jest wilkołakiem, człowiekiem czy wampirem ???? o_O

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsza rzecz: nie spodziewałam się że Alex będzie ,,synem" Lottyego
    druga: dlaczego przerwałaś w takim momencie ??? *.*
    trzecia: Lotty będzie seme ?? seeerio ? o.O nie spodziewałam się (znowu) a i czy dobrze zrozumiałam Lotty to wilkołak ?? (w takim razie Alex też nim jest *jako syn*) To jeśli oni będą mieć dzieci to będą wilkołakowapmirami ?? :D ( Gabi mamusią >.<)
    No nic rozdział jak dla mnie boski <3 już czekam na następny
    Pozdrawiam Twoja Alfa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nic nie napisałam, co by jednoznacznie wskazywało na to, że Lotty będzie seme.. :D Wszystko może się zdarzyć ^^ Przerwałam w takim momencie, żeby trochę potrzymać Was w takiej niepewności, co do seme itd. :)
      Lotty jest wilkołakiem, Alex także, Gabriel jest wampirem. :P Nie wymyśliłam jeszcze, czy będą mieć dzieci, co dopiero, kim one będą! Być może zrobię tak, że mieszane gatunkowo pary, w tym opowiadaniu, nie będą mogły mieć dzieci ze względu na odmienność genetyczną..? Zobaczymy, jeszcze :)
      Także pozdrawiam, dobranoc :3
      Oli

      Usuń
  4. Ostatnio mam mało czasu na czytanie czy pisanie komentarzy.
    Ale musze to wreszcie napisać, choćby krótko:)
    Piszesz naprawdę super :)
    A to opko jest genialne :)
    Pozdrawiam
    Weny życze

    lucynaleg

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam,
    och więc jednak tak mówił do syna, a raczej do osoby, którą traktuje jak swojego syna, jak dobrze, ze to o to chodziło, los bardzo dobrze ich sobie dobrał...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń