Obudził się, a w
nozdrzach czuł przepiękny zapach swojego nocnego towarzysza zmieszany z jego
własnym. Przybliżył się do swojego – jak postanowił - ulubionego od dziś
ciepła, którego od zawsze tak pożądał. Przycisnął swój nos do punktu na szyi,
gdzie pod skórą żywo tętniła krew. Ssało go w żołądku; jego kły wysunęły się
pod wpływem głodu. Jego wzrok się wyostrzył, a oczy przyjęły bardziej lodowaty
wyraz niż zazwyczaj.
Szarpnął się
gwałtownie, przez co z całej siły uderzył plecami o zimną ścianę, która
zatrzęsła się od owej turbulencji. Po chwili coś go uderzyło w głowę. Spojrzał
w górę. Nad nim znajdowała się półka na książki przytwierdzona do ściany.
Skrzywił się, kiedy dotknął bolącego miejsca. Zmarszczył brwi i sięgnął ręką po
książkę, która pomogła mu zapomnieć o głodzie poprzez konieczność uśmierzenia
bólu głowy. Okładka była… dziwna. Dominujące kolory – rubinowy i czarny –
„oblewały” twarz mężczyzny, którego usta wygięte były w koszmarnym grymasie, a
spomiędzy warg wystawały ogromne zęby (i mógłby przysiąc, że były to kły
zanurzone uprzednio we krwi).
Z dziwnym
wyrazem twarzy Darren otworzył ją na przypadkowej stronie i… zamarł. Na owej
stronie słowo „vampir” zostało wydrukowane trzy razy – wszystkie były
podkreślone ołówkiem, a jeden wyróżniony szczególnie poprzez dorysowane do
niego kły.
Wpatrywał się w
ten przyozdobiony wyraz i zastanawiał się, co skłoniło Quentina do tego
wyróżnienia –niby to pospolitego w literaturze bestsellerowej/fantastycznej –
wyrazu.
Czy on uważa to
za banalne? Komiczne? A może on w to… wierzy? – myśli przelatywały przez jego umysł. Miał wiele pytań do
chłopaka, który właśnie przypadkiem leżał obok niego całkiem nagi – tak, jak on
sam – i wpatrywał się w niego, podczas gdy on nie zdawał sobie z tego sprawy –
taki był zamyślony.
***
Quentin z
niepokojem wpatrywał się w zmarszczone brwi Darrena. Nie wiedział na jakiej
stronie otworzył jego ulubioną książkę, ale jednak miał pewne przeczucia.
Dlaczego akurat
tą?!
Ta jedna była
przez niego tyle razy czytana, że to aż zbyt osobiste. Zastanawiał się, czy
Darren naprawdę otworzył ją właśnie na tej nieszczęsnej stronie… Do jakich
wniosków dojdzie, widząc jego obsesję? Czy uzna go za wariata? Za kogoś, kto
jest niepoczytalny…, a on teraz leży z nim w jednym łóżku tak bardzo
niebezpiecznie blisko siebie? Bał się swojej odpowiedzi, jeśli ten by go
zapytał: „Dlaczego?!”.
Prawdopodobnie
dlatego, że od dziecka wierzył w „mity”, siły nadprzyrodzone, zjawiska
paranormalne i przeróżne postacie – niektóre rodem prosto z horroru. Od zawsze
czuł czyjąś obecność; nigdy nie był sam. A w lesie? W lesie czuł się jakby był
w ciepłych bezpiecznych ramionach; jakby dokądś podążał… - do domu. Swego
mieszkania nigdy nie nazwał i nigdy go nie nazwie „domem”. Chyba że coś się w
jego życiu zmieni: on albo jego współlokatorzy.
Jednak nie
przewidywał, żeby w najbliższym czasie coś się zmieniło. Bynajmniej. Nie po
tym, kiedy ktoś, kim był zaintrygowany – a on wykazywał szczere zainteresowanie
jego osobą – odkrył jego cichą i bardzo skrzętnie skrywaną obsesję.
- O czym
czytasz? - było to pytanie retoryczne, bo jedno spojrzenie na druk widniejący
na już pożółkłych kartkach potwierdziło jego wcześniejsze przypuszczenia.
Jednak musiał się odezwać, żeby nie popaść w histerię. Nie chciał mieć świadków
takiego załamania…
Raaany! – jęknął w duchu. - Jaki
ja jestem słaby. Przecież nic takiego się nie stało, a ja histeryzuję jak
dziecko. Najwyżej Darren wyjdzie. Zostawi mnie. I nigdy się już do mnie nie
odezwie. – nie wiedzieć czemu
taka alternatywa bolała bardziej niż mógłby przypuszczać. Przecież nie są nawet
parą ani nic… Kurwa, zachowywał się jak nastolatka.
- O niczym
takim. – odpowiedział spokojnie Darren na zadane mu wcześniej pytanie.
- Wyglądałeś na
pochłoniętego lekturą. – spostrzegł, podnosząc się trochę, by oprzeć się na
łokciu. – Nie przeszkadzaj sobie dodał szybko i zaczął wstawać powoli i
niechętnie z łóżka, co wymagało od niego więcej siły woli niż zazwyczaj.
- Już nie jestem
niczym bardziej zainteresowany niż kimś, kto spał całą noc u mojego boku,
wtulając się w moje ramiona. – powiedział ku zawstydzeniu Queena. Policzki
zaczęły palić go żywym ogniem. Jak to możliwe, że znali się tak krótko, a ten
facet doskonale wiedział, jak go zawstydzić?
Darren tylko
zaśmiał się i chwilę później oboje przyjęli poważny wyraz twarzy. Pociągnął
go
za rękę w dół.
Teraz leżał z powrotem na materacu małego łóżka, z ulgą przyjmując bliskość
ciała drugiego mężczyzny.
- Wierzysz w
vampiry? – zapytał, z trudem patrząc mu prosto w oczy.
- Wierzę w dużo
rzeczy – np. takie jak Demony z Piekła rodem. – odparł niezrażony. Postanowił,
że nie wyrzeknie się siebie za wszelką cenę.
- Ale czy
wierzysz w vampiry. – powtarzał wytrwale Darren. Musiał znać odpowiedź na to
pytanie.
- Hmph… -
odchrząknął Queen. – Ja… spotkałem zbyt wiele wampirów energetycznych, by nie
wierzyć w vampiry „krwiopijcze”.
- A czy miałeś
styczność z vampirem „krwiopijczym”? – ostatnie słowo podkreślił zakreślając w
powietrzu palcami cudzysłów.
Czyżby on także
wierzył? Czyżby miał choć w połowie taką samą obsesję, jak ja? – zastanawiał się Quentin.
- Tego nigdy nie
wiadomo na pewno. – odparł cicho. Na jego twarz wypłynął uroczy uśmiech, na
który serce przyspieszyło w piersi Darrena. Rzucił się na chłopaka,
przygniatając go całym ciałem do materaca, a nogi rozrzucając po obu stronach
jego bioder.
***
Dzięki temu, że
obaj byli nadal nadzy Darren mógł bezpośrednio ocierać biodrami i nabrzmiałego
penisa kochanka. Nie odrywał warg od jego ust, pochylając się nad nim tak
nisko, że prawie stykali się klatkami. Dłońmi błądził po co raz bardziej
rozpalonym ciele Quentina. Przeniósł swoje pocałunki na jego szyję.
Queen wplótł
palce jednej ręki we włosy Stone’a, a drugą powędrował w stronę jego ciasnej
dziurki. Masował wrażliwą skórę wokół niej. Kiedy oboje zaczęli się już
niecierpliwić, sięgnął pod poduszkę i wyciągnął stamtąd prawie nieużywany
nawilżacz. Otworzył tubkę i wylał sobie sporą ilość na palce. Powoli włożył
pierwszy palec, a Darren jęknął. Zaczął nim delikatnie poruszać, wsuwając i
wysuwając go ostrożnie, nie chcąc mu zrobić krzywdy.
Darren zaczął
ruszać biodrami, nabijając się bardziej na palec kochanka.
- D-drugi… – z
trudem wysapał.
Queen z chęcią
spełnił jego prośbę, dodając drugi nawilżony palec do pierwszego. Kilka pchnięć
później dodał jeszcze jeden, rozciągając go odpowiednich rozmiarów.
- Bierz mnie.
Wejdź we mnie. Teraz! – szeptał, a raczej jęczał Darren, podskubując zębami
płatek jego ucha. Na te niecierpliwe słowa zareagował prawie natychmiastowo,
zastępując swoje palce twardym jak stal członkiem. Otoczyło go wręcz
niesamowite ciepło, co sprawiło, że z głębi jego piersi wydobył się drapieżny
pomruk, który Darren przyjął z satysfakcją, aprobując go kolejnym zduszonym,
głębokim jękiem. – Wielki. – sapnął.
Quentin zaśmiał
się, zadowolony, że pod tym względem odpowiada kochankowi. Jednak szybko
skończył się beztrosko śmiać, bo Darren zaczął poruszać biodrami, nadając im
własnego tempa. Po kilku jego ruchach, Queen samodzielnie wychodził swoimi
biodrami naprzeciw.
Obydwoje
dryfowali niebezpiecznie blisko przepaści. Pozostawało im tylko spaść i
pozwolić nieść się wiatru w nieznane dla nikogo miejsce. Po chwili rzeczywiście
tak się stało. Darren (chwilę po ubrudzeniu Quentina swoim nasieniem) opadł
wyczerpany na klatkę piersiową kochanka, która nadal jeszcze drgała od spazmów
spełnienia.
Chwycił go
dłońmi za kark i złączył ich usta, a później języki ze sobą. Przekręcił ich
tak, że teraz to Stone leżał na dole, a Dark na nim. Tulili się długo i
całowali tylko z nielicznymi przerwami na oddech.
Witam,
OdpowiedzUsuńciekawe czy Darren powie Darkowi o tym, że jest wampirem, jak widać Queentin jest zainteresowany takim „fantastycznym” światem, a poranek gorący...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia