poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Serce na Granicy Mroku: Rozdział 8

Obudził się, a w nozdrzach czuł przepiękny zapach swojego nocnego towarzysza zmieszany z jego własnym. Przybliżył się do swojego – jak postanowił - ulubionego od dziś ciepła, którego od zawsze tak pożądał. Przycisnął swój nos do punktu na szyi, gdzie pod skórą żywo tętniła krew. Ssało go w żołądku; jego kły wysunęły się pod wpływem głodu. Jego wzrok się wyostrzył, a oczy przyjęły bardziej lodowaty wyraz niż zazwyczaj.

Szarpnął się gwałtownie, przez co z całej siły uderzył plecami o zimną ścianę, która zatrzęsła się od owej turbulencji. Po chwili coś go uderzyło w głowę. Spojrzał w górę. Nad nim znajdowała się półka na książki przytwierdzona do ściany. Skrzywił się, kiedy dotknął bolącego miejsca. Zmarszczył brwi i sięgnął ręką po książkę, która pomogła mu zapomnieć o głodzie poprzez konieczność uśmierzenia bólu głowy. Okładka była… dziwna. Dominujące kolory – rubinowy i czarny – „oblewały” twarz mężczyzny, którego usta wygięte były w koszmarnym grymasie, a spomiędzy warg wystawały ogromne zęby (i mógłby przysiąc, że były to kły zanurzone uprzednio we krwi).

Z dziwnym wyrazem twarzy Darren otworzył ją na przypadkowej stronie i… zamarł. Na owej stronie słowo „vampir” zostało wydrukowane trzy razy – wszystkie były podkreślone ołówkiem, a jeden wyróżniony szczególnie poprzez dorysowane do niego kły.

Wpatrywał się w ten przyozdobiony wyraz i zastanawiał się, co skłoniło Quentina do tego wyróżnienia –niby to pospolitego w literaturze bestsellerowej/fantastycznej – wyrazu.

Czy on uważa to za banalne? Komiczne? A może on w to… wierzy? – myśli przelatywały przez jego umysł. Miał wiele pytań do chłopaka, który właśnie przypadkiem leżał obok niego całkiem nagi – tak, jak on sam – i wpatrywał się w niego, podczas gdy on nie zdawał sobie z tego sprawy – taki był zamyślony.
***
Quentin z niepokojem wpatrywał się w zmarszczone brwi Darrena. Nie wiedział na jakiej stronie otworzył jego ulubioną książkę, ale jednak miał pewne przeczucia.

Dlaczego akurat tą?!

Ta jedna była przez niego tyle razy czytana, że to aż zbyt osobiste. Zastanawiał się, czy Darren naprawdę otworzył ją właśnie na tej nieszczęsnej stronie… Do jakich wniosków dojdzie, widząc jego obsesję? Czy uzna go za wariata? Za kogoś, kto jest niepoczytalny…, a on teraz leży z nim w jednym łóżku tak bardzo niebezpiecznie blisko siebie? Bał się swojej odpowiedzi, jeśli ten by go zapytał: „Dlaczego?!”.

Prawdopodobnie dlatego, że od dziecka wierzył w „mity”, siły nadprzyrodzone, zjawiska paranormalne i przeróżne postacie – niektóre rodem prosto z horroru. Od zawsze czuł czyjąś obecność; nigdy nie był sam. A w lesie? W lesie czuł się jakby był w ciepłych bezpiecznych ramionach; jakby dokądś podążał… - do domu. Swego mieszkania nigdy nie nazwał i nigdy go nie nazwie „domem”. Chyba że coś się w jego życiu zmieni: on albo jego współlokatorzy. 
Jednak nie przewidywał, żeby w najbliższym czasie coś się zmieniło. Bynajmniej. Nie po tym, kiedy ktoś, kim był zaintrygowany – a on wykazywał szczere zainteresowanie jego osobą – odkrył jego cichą i bardzo skrzętnie skrywaną obsesję.

- O czym czytasz? - było to pytanie retoryczne, bo jedno spojrzenie na druk widniejący na już pożółkłych kartkach potwierdziło jego wcześniejsze przypuszczenia. Jednak musiał się odezwać, żeby nie popaść w histerię. Nie chciał mieć świadków takiego załamania…

Raaany! – jęknął w duchu. -  Jaki ja jestem słaby.  Przecież nic takiego się nie stało, a ja histeryzuję jak dziecko. Najwyżej Darren wyjdzie. Zostawi mnie. I nigdy się już do mnie nie odezwie. – nie wiedzieć czemu taka alternatywa bolała bardziej niż mógłby przypuszczać. Przecież nie są nawet parą ani nic… Kurwa, zachowywał się jak nastolatka.

- O niczym takim. – odpowiedział spokojnie Darren na zadane mu wcześniej pytanie.

- Wyglądałeś na pochłoniętego lekturą. – spostrzegł, podnosząc się trochę, by oprzeć się na łokciu. – Nie przeszkadzaj sobie dodał szybko i zaczął wstawać powoli i niechętnie z łóżka, co wymagało od niego więcej siły woli niż zazwyczaj.

- Już nie jestem niczym bardziej zainteresowany niż kimś, kto spał całą noc u mojego boku, wtulając się w moje ramiona. – powiedział ku zawstydzeniu Queena. Policzki zaczęły palić go żywym ogniem. Jak to możliwe, że znali się tak krótko, a ten facet doskonale wiedział, jak go zawstydzić?

Darren tylko zaśmiał się i chwilę później oboje przyjęli poważny wyraz twarzy. Pociągnął go 
za rękę w dół. Teraz leżał z powrotem na materacu małego łóżka, z ulgą przyjmując bliskość ciała drugiego mężczyzny.

- Wierzysz w vampiry? – zapytał, z trudem patrząc mu prosto w oczy.

- Wierzę w dużo rzeczy – np. takie jak Demony z Piekła rodem. – odparł niezrażony. Postanowił, że nie wyrzeknie się siebie za wszelką cenę.

- Ale czy wierzysz w vampiry. – powtarzał wytrwale Darren. Musiał znać odpowiedź na to pytanie.

- Hmph… - odchrząknął Queen. – Ja… spotkałem zbyt wiele wampirów energetycznych, by nie wierzyć w vampiry „krwiopijcze”.

- A czy miałeś styczność z vampirem „krwiopijczym”? – ostatnie słowo podkreślił zakreślając w powietrzu palcami cudzysłów.

Czyżby on także wierzył? Czyżby miał choć w połowie taką samą obsesję, jak ja? – zastanawiał się Quentin.

- Tego nigdy nie wiadomo na pewno. – odparł cicho. Na jego twarz wypłynął uroczy uśmiech, na który serce przyspieszyło w piersi Darrena. Rzucił się na chłopaka, przygniatając go całym ciałem do materaca, a nogi rozrzucając po obu stronach jego bioder.

***
Dzięki temu, że obaj byli nadal nadzy Darren mógł bezpośrednio ocierać biodrami i nabrzmiałego penisa kochanka. Nie odrywał warg od jego ust, pochylając się nad nim tak nisko, że prawie stykali się klatkami. Dłońmi błądził po co raz bardziej rozpalonym ciele Quentina. Przeniósł swoje pocałunki na jego szyję.

Queen wplótł palce jednej ręki we włosy Stone’a, a drugą powędrował w stronę jego ciasnej dziurki. Masował wrażliwą skórę wokół niej. Kiedy oboje zaczęli się już niecierpliwić, sięgnął pod poduszkę i wyciągnął stamtąd prawie nieużywany nawilżacz. Otworzył tubkę i wylał sobie sporą ilość na palce. Powoli włożył pierwszy palec, a Darren jęknął. Zaczął nim delikatnie poruszać, wsuwając i wysuwając go ostrożnie, nie chcąc mu zrobić krzywdy.

Darren zaczął ruszać biodrami, nabijając się bardziej na palec kochanka.

- D-drugi… – z trudem wysapał.

Queen z chęcią spełnił jego prośbę, dodając drugi nawilżony palec do pierwszego. Kilka pchnięć później dodał jeszcze jeden, rozciągając go odpowiednich rozmiarów.

- Bierz mnie. Wejdź we mnie. Teraz! – szeptał, a raczej jęczał Darren, podskubując zębami płatek jego ucha. Na te niecierpliwe słowa zareagował prawie natychmiastowo, zastępując swoje palce twardym jak stal członkiem. Otoczyło go wręcz niesamowite ciepło, co sprawiło, że z głębi jego piersi wydobył się drapieżny pomruk, który Darren przyjął z satysfakcją, aprobując go kolejnym zduszonym, głębokim jękiem. – Wielki. – sapnął.

Quentin zaśmiał się, zadowolony, że pod tym względem odpowiada kochankowi. Jednak szybko skończył się beztrosko śmiać, bo Darren zaczął poruszać biodrami, nadając im własnego tempa. Po kilku jego ruchach, Queen samodzielnie wychodził swoimi biodrami naprzeciw.

Obydwoje dryfowali niebezpiecznie blisko przepaści. Pozostawało im tylko spaść i pozwolić nieść się wiatru w nieznane dla nikogo miejsce. Po chwili rzeczywiście tak się stało. Darren (chwilę po ubrudzeniu Quentina swoim nasieniem) opadł wyczerpany na klatkę piersiową kochanka, która nadal jeszcze drgała od spazmów spełnienia.

Chwycił go dłońmi za kark i złączył ich usta, a później języki ze sobą. Przekręcił ich tak, że teraz to Stone leżał na dole, a Dark na nim. Tulili się długo i całowali tylko z nielicznymi przerwami na oddech. 

1 komentarz:

  1. Witam,
    ciekawe czy Darren powie Darkowi o tym, że jest wampirem, jak widać Queentin jest zainteresowany takim „fantastycznym” światem, a poranek gorący...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń