wtorek, 19 maja 2015

Głębia pożądania: Rozdział II

   *Kilka dni później*
   Szedłem przez korytarz szkolny, nie śpiesząc się bynajmniej na lekcje. Ludzie się na mnie albo jawnie gapili i mierzyli z ukosa, albo w ogóle nie zwracali na mnie uwagi. Osobiście wolałem tę pierwszą opcję, zawsze bawiły mnie ich miny, ale w gruncie i tak mi to zwisało.
   Przechodząc koło drzwi męskiej ubikacji, wyczułem jakąś dziwną, ponurą atmosferę w powietrzu. Zwolniłem. Kiedy mój słuch wyłapał stłumiony szloch, stanąłem. Po chwili znalazłem się już w pomieszczeniu, gdzie pomimo szumu puszczonej wody, dźwięki były wyraźniejsze. Nie zakręciłem wody, tylko podszedłem pod jedną z kabin. Zapukałem.
   - Chlip! - Pociągnięcie nosem. - Zajęte! - wyszeptał. Podstawiłem nogę pod drzwi. Metalowy nosek łupnął w drewno, a Lucas to chyba zauważył, bo otworzył drzwi, w tej samej chwili wołając: - Alex!
   Na jego mokrej od łez twarzy pojawiła się ulga, szok i jeszcze większy smutek. Z jego oczu popłynęła świeża porcja łez.
   - Iskierko... - szepnąłem przejęty. Sam się tym zdziwiłem, jednak wszedłem do kabiny i zamknąłem za sobą drzwi. Chłopiec siedział na klozecie. Opadłem przed nim na kolana, przyciągnąłem go do siebie i mocno przytuliłem. Przez najbliższych kilka chwil tuliłem go do siebie, kołysząc w ramionach, pozwalając, by moczył mi koszulkę. Szeptałem mu do ucha uspokajająco. Chciałem, żeby znów się uśmiechnął. - Twoje oczy powinny błyszczeć, ale nie łzami, słońce.
   - Aach!...chlip! Przepraszam cię, za chwilę lekcja. Spóźnisz się przeze mnie. I nie możesz iść w tej koszulce, całą ci ją przemoczyłem! - Zarumienił się.
   - Ciii... No, już. - Pogłaskałem go po włosach. Podciągnąłem swoją koszulkę i wytarłem jego twarz miękkim materiałem. - Nie idę na lekcje. Odwieźć cię do domu? Gdziekolwiek? - Minęło kilka dni i sprowadziłem już swój motor do nowego domu.
   - Gdziekolwiek, proszę... W domu jest tato... nie chcę się z nim teraz widzieć... - powiedział cicho, pociągając nosem.
   - To chodź. Zbieraj się, mały. Przemyj buzię - poleciłem, podnosząc się z klęczek. Obciągnąłem koszulkę z powrotem na biodra, a widząc, że mi się przygląda, zrobiłem to o wiele wolniej niż było potrzeba. Widziałem, że jego wzrok podążył ścieżką czarnych włosków na moim podbrzuszu, znikającej pod paskiem spodni. Zarumienił się jeszcze bardziej. Uśmiechnąłem się lekko na myśl, co sobie mógł wyobrazić. Mi też zrobiło się gorąco.
   Odchrząknąłem, odwróciłem się, otworzyłem drzwi i wypadłem z kabiny. Lucas wyszedł zaraz za mną i podszedł do umywalek. Kiedy przemywał czerwoną, opuchniętą twarz trzęsącymi się dłońmi, ja wyjąłem bluzę z plecaka.
   - Chodź, podejdź - powiedziałem łagodnie. Stanął przede mną, a ja opatuliłem go swoją bluzą, założyłem mu kaptur na głowę i znów przytuliłem.  Przycisnąłem usta do jego głowy, był trochę niższy ode mnie. - Nic nie jest warte twoich łez - szepnąłem. - Chodźmy już, nie ma sensu tu dłużej siedzieć... Chyba, że będziesz wymiotował...? - Odsunąłem się od niego na odległość ramienia, by móc na niego spojrzeć. Wyglądał bardzo uroczo; moja bluza była na niego dużo za duża, a spod kaptura wystawał tylko zadarty nosek, różowe usta i słodki, szpiczasty podbródek.
   - Nie, już mi lepiej. Masz rację, lepiej już chodźmy.
   - Dobrze. Jest już po dzwonku, więc już na pewno nikogo nie spotkamy po drodze.
   Wyszliśmy ze szkolnej toalety i ruszyliśmy ponurym korytarzem. Ktoś już zgasił wszystkie światła, ale dla naszych nadludzkich oczu nie robiło to różnicy. Szliśmy w stronę wyjścia ze szkoły.
   - Och, Alexis! Moje śliczne kochanie! - usłyszałem za sobą. Na dźwięk tego głosu krew w moich żyłach zlodowaciała, podobnie wyraz oczu, ciskających błyskawice, na zastygłej twarzy. Rzucił mi się na szyję, dusząc mnie, więc siłą rzeczy, odwróciłem się w jego stronę. Niespodziewanie sukinsyn wpił się w moje usta, wpychając na siłę ohydny, parchaty jęzor. Odepchnąłem go, aż się zachwiał, ale nie przewrócił. Nie czekałem, aż się pozbiera, tylko od razu ruszyłem do ataku. Zwinąłem dłoń w pięść i walnąłem go w twarz, biorąc szeroki zamach. Coś chrupnęło, ale nie wiedziałem, czy to moja ręka, czy może jego szczęka. To nie miało większego znaczenia. Cholera, nawet nie wiedziałem, jak się ten dupek nazywa.
   - Nie pozwalaj sobie, zuchwała szmato - warknąłem, spluwając na chodnik.
   - Ależ, skarbie! Wybacz mi, może to zbyt szybko, kwiatuszku, ale mam na ciebie tak wielką ochotę! Zresztą nie tylko ja. Dlatego muszę się za ciebie wziąć, zanim zrobią to inni. Kocham cię, zrozum to w końcu!
   - Ile ci zapłacili za ten teatrzyk? - zapytałem, bynajmniej wzruszony jego wywodem.
   - Dlaczego mi nie wierzysz? Skarbeńku, ja się w tobie zakochałem!
   Dostał z liścia. Wtedy dostrzegłem, jak wystraszony Luke przygląda mi się wielkimi oczami. Kaptur zsunął mu się z głowy, a jego twarz była wręcz anemicznie blada, co było ciekawym określeniem jak na wampira. Jedynym kolorem były jego wiśniowe usta i błyszczące, szare oczy. Pomimo jego krwiopijczej istoty, nie czułem do niego odrzucenia. Wręcz przeciwnie, przyciągał mnie. Intrygował.
   - Przepraszam, Lucas... Nie chciałem tego... Broniłem się...
   Wyciągnąłem powoli rękę w jego stronę. Nie cofnął się. Patrzył mi tylko w oczy, jakby szukał w nich potwierdzenia moich słów. Modliłem się, aby było w nich tyle wstydu i skruchy, ile czułem w środku. Nie chciałem, by miał mnie za potwora, którego strach dotknąć, by mu coś nie odwaliło. Chciałem, by czuł się przy mnie bezpiecznie.
    Po całej wieczności niepewności, skinął głową . Chwycił mnie za nadgarstek wyciągniętej ręki, wyjął z kieszeni paczkę chusteczek higienicznych i zaczął wycierać moją dłoń. Dopiero teraz zwróciłem uwagę, że jest cała we krwi. Jego dotyk był chłodny i delikatny. Kiedy była już czysta, okazało się, że mam zdartą skórę na kostkach. Luke pochylił się i, patrząc mi w oczy, polizał rany. Kiedy poczułem jego język na sobie, stwardniałem już na kamień. Nie dość, że dotychczas przygryzał wargę, a na policzki wstępował mu uroczy rumieniec, to jeszcze teraz to.
   - Proszę, wracaj do zdrowia - powiedział cicho i jeszcze cmoknął wierzch i wnętrze mojej dłoni. Także poczułem ciepło na policzkach. Tak czule się mną zajmował... Od śmierci rodziców, nikt poza Lottym się mną tak nie zajmował. Nikogo to nie obchodziło. Poczułem wzruszenie, więc żeby się nie rozkleić, odpowiedziałem:
   - Dziękuję. Zagoi się jak na psie. - Mrugnąłem go niego.
   Znów mogłem usłyszeć jego śmiech. Chciałbym go pocałować.
   Ale nie zrobię tego.
   Poza tym,  nie mam zamiaru bezcześcić go, mojego słodkiego aniołka, tą szmatą.
   - Już możemy w końcu stąd iść? Za chwilę zajęcia się skoczą i zrobi się tłoczno - powiedziałem.
   Skinął głową, a ja, nie puszczając jego dłoni, pociągnąłem go w stronę parkingu. Dotarłszy do mojej Hani, zatrzymałem się. Wziąłem kask do rąk, oczywiście czarny, pod kolor Hani, której wdzięki pięknie prezentowały się w blasku słońca. Jedną ręką odsunąłem mu z oczu włosy, a później pogłaskałem po policzku. Nie wiedziałem, skąd u mnie takie pokłady delikatności, ale wobec tego chłopaka nawet nieświadomie byłem zdolny do takich gestów. Od samego początku... cieszyłem się, że odnalazłem partnera właśnie w nim, pomimo, że był wampirem. Gdy tylko go wyczuwałem, mój wilk kręcił się pod skórą, drażniąc miękką sierścią, merdając ogonem. Naprawdę, nie chcę go odpychać, ale boję się, by go nie skrzywdzić... Boję się zobaczyć w tych jego pięknych oczach ból, strach, zawód... W końcu to z jego rasą walczę. A raczej jestem po prostu przeciwko wampirom. Jednak nie mogę odsunąć partnerstwa.
   - Coś się stało? Twoje oczy... wydają się smutniejsze niż zazwyczaj.
   Jego głos mnie otrzeźwił. Potrząsnąłem głową, by wrócić do teraźniejszości. Założyłem mu kask. Odwróciłem się przodem do jednośladu i wsiadłem na niego. Lucasowi poleciłem zrobić to samo. Kiedy położył mi ręce na ramionach, roześmiałem się na ten nieśmiały gest.
   - Obejmij mnie najlepiej w pasie i mocno się trzymaj.
   - Szybkie? - zapytał, przytulając się do moich pleców.
   - W miarę - westchnąłem. Jego zapach, ramiona wokół mnie ogłupiały. Przeczesałem i tak już sterczące na wszystkie strony włosy palcami.
   - Więc bądź ostrożny, chyba że nie lubisz swoich żeber - zaśmiał się.
   - Ufasz mi? - zapytałem, odpalając maszynę.
   - Teoretycznie - opowiedział, przekrzykując pomruk silnika. Następne słowa usłyszałem już w głowie. - Pasuje do Ciebie.
   - Co takiego? Hania? Jest wspaniała! - pomyślałem z dumą.
   I ruszyłem. Lucas mocniej się do mnie przytulił, kiedy przez moment pogłaskałem go lewą ręką po dłoniach.
   - Zapomniałem, przepraszam. Chcesz rękawiczki?
   - Nie, ale głaskaj mnie tak, kiedy będziesz mógł.
   - Z przyjemnością - wyrwało mi się, nim zdążyłem zamknąć umysł. Zacisnąłem usta, nagle cały czerwony na twarzy i udałem, że bardziej niż to potrzebne skupiam się na drodze. Poczułem ruch na plecach. Ten mały się ze mnie natrząsał!
   Przez całą drogę, za każdym razem, gdy przyspieszałem, głaskałem go po dłoniach, zaraz po zmianie biegu. Nie przekraczałem osiemdziesiątki, trzymając się resztki rozsądku nawet na prostej, która prowadziła przez las. Nie mogłem dopuścić, aby Lucasowi stała się krzywda, dlatego postanowiłem zmniejszyć ryzyko, pomimo że jestem doskonałym kierowcą.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wybaczcie mi te przerwy, ale teraz postaram się wszystko nadrobić! Wiem, potrzeba wiele cierpliwości i wytrwałości, ale taka już moja "twórczość"... Mam nadzieję, że nie będziecie trzymać do mnie o to urazy... :>

Pozdrawiam wszystkich, którzy czuwają ;)
Oli

7 komentarzy:

  1. Yay !! Rozdział !! Ale mi mało :( co tak mało ?? No ale cóż i tak mi się podobał (żeby nie było) mam nadzieję, że Alex się zacznie serio zmieniać i będzie nadal dobry wobec Lucasa *.*
    No nic mogę ci życzyć dużo weny!
    Czekam już na następny rozdział (mam nadzieję ze pojawi się szybciej niż ten :* )
    Pozdrawiam OfeliaRose

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    wspaniały, Alex taki opiekuńczy względem Lucasa
    Multum weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    autorko co się dzieje? Ja tęsknię za opowiadaniem...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    autorko, proszę napisz coś, ja tęsknię, chociaż daj jakąś informację...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam,
    autorko czy pamiętasz jeszcze o tym blogu? Zaglądasz tutaj od czasu do czasu? Bo ja co jakiś czas tutaj się pojawiam, w nadziei, na nowy tekst...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejeczka,
    kochana już tak dużo czasu upłynęło a tutaj nic nawet jednej małej informacji... a tak fajnie się zapowiadało to opowiadanie...
    proszę choć daj znak że żyjesz...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń