piątek, 7 listopada 2014

Księżyc na drzewie V

Jeju, bardzo mi przykro, że Was tak ostatnio zaniedbuję, ale ciągle mam coś do zrobienia, cały czas jestem zajęta... A kiedy już wszystko zrobię, po prostu nie mam już siły przepisywać rozdziały na kompa... :/ Ostatnimi czasy jestem bardzo zmęczona i nie wyrabiam się z codziennymi obowiązkami, lecz obiecałam sobie, że w jak najszybszym czasie przejdę na "pracowity tryb" i mam nadzieję, wtedy już będzie z tym wszystkim lepiej. :) Proszę tylko o jeszcze trochę cierpliwości co do mojej osoby oraz pracy. 

Bez dalszych wstępów zapraszam do czytania. Jest to ostatni rozdział tej części trylogii, ale będzie jeszcze Epilog, więc bez obaw! ;) 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
   Po jakimś czasie mury zmysłowej sypialni wypełniały jęki, westchnienia, okrzyki zachwytu. Dźwięki rozchodziły się po ścianach, przyprawiając ciała dwóch mężczyzn o dreszcze przyjemności. Poruszali się w pierwotnym, namiętnym tańcu. Intymne połączenie dodawało im odwagi i pewności siebie. Mięśnie falowały płynnie pod skórą, umysły splatały ze sobą, jakby to była najnaturalniejsza rzecz, do której zostali stworzeni.
   Głębokie, silne, a za razem ostrożne pchnięcia doprowadzały Lotty'ego do utraty zmysłów. Patrzył nad sobą na pogrążoną w ekstazie twarz partnera. W tym momencie czuł się jak wniebowzięty. Partner za każdym razem celnie trafiał w jego prostatę, wywołując z jego ust gorące morze westchnień. Jego namiętny wzrok i szept doprowadzały młodszego mężczyznę do szaleństwa. On sam nie był w gorszym stanie - rozpalony, ledwo powstrzymujący swoje ciało przed zbyt gwałtownymi ruchami.
    Chwilę później obaj zasapani, spoceni, umęczeni i zaspokojeni leżeli nadal ze sobą spleceni w splątanej pościeli. W powietrzu unosił się aromat ich wcześniejszego uniesienia, a pościel nosiła na sobie dumnie niezbite dowody tego zajścia.
   ***
   Nadal z niego nie wychodziłem. Tam, w środku było mi tak przytulnie...
   - Kochanie, możesz już - och! - wyjść - szepnął Night.
   - Hmm, nie wiem, czy mogę. - Przygryzłem płatek jego ucha i pchnąłem w niego jeszcze raz, mocniej, kiedy się tego nie spodziewał, w skutek czego jego ciało przesunęło się gwałtownie w stronę zagłówka. Gdybym szybko nie zamortyzował uderzenia, wplatając palce w złociste kosmyki, mógłby rozbić sobie głowę o karminową ścianę. Oboje zaśmialiśmy się w głos na to wydarzenie, a ja westchnąłem, kiedy ścianki ciasnego tunelu zacisnęły się na mnie jeszcze mocniej niż do tej pory.
   - Oo! Podoba się? - zauważył.
   I zrobił to ponownie.
   - Ach! Mmm... ha... Masz ochotę na kolejną rundkę?
   - Z tobą zawsze - szepnął, po czym nasze usta złączyły się w kolejnym tańcu pobudzającym zmysły. Sięgnąłem pomiędzy naszymi rozgrzanymi ciałami i ścisnąłem jego członek w dłoni. Zacząłem nią szybko poruszać, nadal spijając dźwięki, które z siebie wydawał prosto z jego ust. Och, miał przesłodkie usta!
   - Aaaach! ...Zabijesz mnie.
   - Nigdy. - Cmoknąłem go w te słodkie wargi.
   - To... rób to... szybciej lub mocniej... i kochaj się ze mną!
   - Spokojnie, niecierpliwusku.
   Wtedy złapał mnie za biodra i przycisnął mocniej do siebie. Następnie odepchnął i znów przyciągnął.
   - Nie. Wytrzymam. Dłużej. Ruszaj się!
   W końcu mu uległem. Znów poruszałem biodrami w rytmie, który odnajdywały wszystkie stworzenia; zdawać by się mogło, że był on niczym "pierwotny", zakodowany w naszych genach.
   Patrzyłem prosto w jasne oczy blondyna. Bardzo podobało mi się, jak na mnie reaguje; byłem zachwycony jego zachowaniami wobec mnie. W chwili zapomnienia uświadomiłem sobie, że oboje przeżyliśmy właśnie kolejne niesamowite spełnienie, do którego nas oboje doprowadziłem. Zmęczony opadłem na jego piękne ciało, wcześniej wysuwając się z niego, zapobiegając kolejnej wyczerpującej rundzie.
   Leżeliśmy wtuleni w siebie, odpoczywając, łapiąc oddech. Blondyn trzymał głowę na mojej piersi, jedną nogę miał przerzuconą przez moje, a ręką obejmował mnie za szyję. Jeszcze nigdy nie czułem się tak dobrze, jak mając u boku tego faceta. Wilkołaka. 
   Nagle chłopak podniósł wzrok znad mojej piersi, by na mnie spojrzeć, bo roześmiałem się na głos. Uniósł jedną brew do góry, a jego mina wyrażała milczące pytanie.
   - Wilczy apetyt - wyjaśniłem, krztusząc się niemalże od śmiechu.
   - Niesamowicie szybkie, wampirze - prychnął, unosząc już obie zgrabne brwi. Cmoknął mnie w usta i teraz to on zaśmiał się z mojej prawdopodobnie bezcennej miny. Po chwili jednak spoważniał, patrząc mi w oczy.
   - Co jest?
   - Obóz, na którym jest Alex, kończy się za dwa dni i... będę musiał po niego jechać. Muszę jeszcze znaleźć dom w pobliżu oraz...
   - Hola - westchnąłem, wypuszczając powoli powietrze. - Znalazłeś już dom. Twój dom jest tutaj, przy mnie. Nie pozwolę ci odejść, kiedy nareszcie jesteś. - Widząc, że blondyn chce coś powiedzieć, podniósł dłoń, przerywając mu gestem. - Alex... także może z nami - podkreśliłem - zamieszkać, jeżeli tego zechce. Nie mam ochoty rozdzielać cię z bliskimi. Sam mam brata, a on rodzinę, która do tej pory pomagała mi przetrwać. Nie wiem, jak moje dalsze życie bez nich by wyglądało. - Na koniec uśmiechnąłem się ciepło.
   - Dobrze, skarbie, jednak sądzę, że Alex może mieć spory problem z zaaklimatyzowaniem się w twoim... naszym domu - poprawił się, kiedy wyprostowałem palec wskazujący.
   - Dlaczego on tak nienawidzi wampirów?
   - O tym musi sam zdecydować, czy zechce ci powiedzieć. Przykro mi, ale takie jego prawo, jest dorosły.
   - Dobrze. - Uśmiechnąłem się.
   - To... przedstawisz mi swoją rodzinę?
   - Oczywiście. -  Cieszyłem się, że chce poznać moich bliskich. To mogło znaczyć, że chce ze mną zostać, na co miałem wielką nadzieję. - Miałem ich zaprosić jutro na grilla. Będzie mój brat, jego partner oraz ich dzieci.
   - Mają dzieci? Swoje własne?
   - Tak. Ich syn, Lucas, ma szesnaście lat, a córeczka, Abby, sześć.
   - To całkiem duża różnica wieku.
   - Cóż, dla wampirów to nie ma znaczenia. - Wzruszyłem ramionami. - Później się z nimi skontaktuję.
   - W porządku. - Ziewnął i przeciągnął się leniwie. - A teraz idźmy, proszę, spać. Jestem wyczerpany. Później porozmawiamy - szeptał coraz ciszej.
   - Śpij, mój wilczku - złożyłem delikatny pocałunek na jego głowie.
   - Gabe - mruknął jeszcze sennie i zanim zasnął, szepnął z ustami wykrzywionymi w chytrym uśmiechu: - Nadal cię czuję... Tam w środku, tak głęboko... tak dobrze.
   I zasnął.
   Niech mnie szlag, jeśli nie poczerwieniałem na twarzy i na powrót znów nie stałem się twardy jak skała!
   To będzie długa noc. Będzie ciężko, ech.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję za uwagę. :)
Pozdrawiam,
Oli :3