czwartek, 31 lipca 2014

Serce na Granicy Mroku: Rozdział 18 - Ostatni

Pokonawszy kolejny zakręt asfaltowej drogi, przyśpieszył. Mknął tak, jak lubił. Jechał do swojego domu zachwycony odczuciami. Dawno tego nie robił. Kilka dni pozbawionych tej przyjemności było dla niego wyzwaniem, jednak nie mógł sobie pozwolić na sielankę, kiedy jego partner był porwany.
   
Zmienił bieg i przekręcił lekko prawy nadgarstek, naciskając na sprzęgło; na liczniku umieszczonym w desce rozdzielczej liczba nieustannie rosła. Uznał, że skoro jest ciemno, a na drodze panuje mały ruch – może sobie pofolgować.
   
Znów skręcił, uśmiechając się do siebie, zanucił melodyjnie w kasku, a jego głos przedarł się przez szum panujący na zewnątrz niego. Wjechał właśnie w ulicę, z dwóch stron otoczona była lasem. Rosły w nim przeróżne rodzaje, gatunki drzew. Jednak Darren nie zwracał na nie teraz uwagi. Nie, kiedy ciśnienie każe mu się pochylać, wiatr szarpie ubranie, silnik mruczy pomiędzy nogami, szosa szumi pod dwoma kołami, a deszcz cicho wybija swój rytm o kask, lekko zagłuszany przez śpiew motocyklisty.
   
Jeszcze popędził maszynę, chowając się za zasłoną drzew. Krople rozmywały nieco pole jego widzenia, asfalt odbijał blady blask księżyca, dodatkowo go oślepiając. Poczuł szarpnięcie, co było do przewidzenia. W następnej chwili wpadł w poślizg i zamiast pruć przodem, motocykl obrócił się tak, że „driftował prawym bokiem w kierunku jazdy.
   
Adrenalina dała o sobie znać, podnosząc swój poziom we krwi. Tym bardziej, że odwracając głowę  w prawo, spostrzegł dwa żółte światełka. Bez chwili zawahania dodał jeszcze gazu, aby jak najszybciej usunąć się z drogi.
   
Wpadł w las. Udało mu się sprawnie ominąć kilka drzew, lecz nagle maszyna zaczęła koziołkować, a on z impetem leciał prosto na ogromne drzewo…
   
Za późno, by zareagować.
   
Nie słyszał już nic. Krew szumiała mu w uszach, zagłuszając wszelkie odgłosy zgiełku drogowego, który zostawił za sobą. W ułamku sekundy poczuł siłę uderzenia oraz rozrywający ból klatki piersiowej spowodowany zagłębiającym się w nią coraz bardziej i głębiej ciała obcego.
   
Spojrzał w dół na tyle, na ile pozwalał mu kask. Kurtka była precyzyjnie rozszarpana w miejscu, którego wystawał gruby konar. Od razu rozpoznał owy gatunek drewna.
   
Osikowe.

   
Łza rozpaczy spłynęła po jego policzku. Gyby tylko tak się nie spieszył, nie pędził tak… Gdyby zwolnił, choć odrobinę… Gdyby bardziej uważał, był ostrożniejszy, może nie straciłby przyczepności; może udałoby mu się zapanować nad maszyną, którą tak kochał i nie wpadłby w poślizg? W szoku nie zdążył zareagować, a teraz ma. 


Czuł, jak raptownie traci siły, jak gorąca krew ucieka z ciała, jak trujące dla niego soki owego drzewa rozchodzą się po nerwach, żyłach, będąc przyczyną bólu i odrętwienia.


Nakazując swej esencji ostatniego posłuszeństwa*, wysłał jej resztki z wiadomością... ostatnią wiadomością... do jego ukochanego Quentina. 

Ostatecznie, kiedy magicznym sposobem krew opuściła jego umęczone ciało, całkowicie opadł z sił. 

Zabiła go pasja, do tego, co kochał. Nie wróci już nigdy do domu tak, jak obiecał. wyszedł bez pożegnania... Każdy z nas wie, że tak zazwyczaj kończy się życie młodych motocyklistów. No, może niezupełnie tak, ale z pewnością podobnie. Teraz już widział, jak to jest stanąć przed obliczem śmierci, będąc prowadzonym przez wielką pasję, miłość, uwielbienie. "Nagrobek będzie piękny: On zginął na motorze"**...

***
Queen obudził się mięciutkim łóżku swojego partnera. Poczuł się dziwnie osłabiony. Czuł w sobie niekończącą się pustkę. Chciał się odwrócić, by móc wtulić w bezpieczne ramiona Darrena, lecz z rozczarowaniem stwierdził, że go tam nie było. Zamiast kochanka, na poduszce znalazł lekko zgniecioną, niedużą karteczkę, wypisaną pismem Stone'a.  Przeczytał ją, jednak wiadomość wcale go nie uspokoiła.   

Wstał, krzywiąc się i poszedł do łazienki. Tyłek bolał go odrobinę, był trochę poobcierany tu i ówdzie, dlatego jego ruchy były trochę nienaturalne, niezgrabne. Postanowił zignorować okropne przeczucie i poczekać na Darrena. 

Spojrzał w lustro nad umywalką w jasno oświetlonym pomieszczeniu. Był raczej blady, czuł się jakby wyssany z energii. 

Może był chory? 

Chociaż, od chwili przebudzenia, czuł się samotny, opuszczony. 

Pokręcił głową. Czarne kosmyki rozczochranych włosów połaskotały go po ramionach. Przekręcił kurek z wodą z zamiarem przemycia twarzy. Z kranu zamiast wody popłynęła... 

Krew?! 

Queen zaczął panikować. 

Nie wiedział, co robić. 

Daj spokój, to przecież dom vampira, prawda? Na pewno ma zapasy takiego banalnego czegoś, jak krew! Na pewno jaja sobie z ciebie robi, a ty panikujesz, jak głupi, myślał. Starał się zachowywać racjonalnie w tej sytuacji, ale jakoś nie pasowało mu do Darrena strojenie sobie z niego takich głupich żartów. Był na to po prostu zbyt poważny.

Zakręcił kran, lecz krew nie przestawała płynąć. Najgorsze było to, że znał zapach i rozpoznawał tę krew. 

Miała słodko-cytrusowy zapach. Tak samo, jak skóra Darrena. 

- Nie, nie, nie, nie. NIE! - cofał się, dopóki nie trafił na przeszkodę w postaci jakiegoś mebla. 

Już wiedział, skąd to nagłe poczucie opuszczenia, ta pustka, tęsknota, niepokój... Darren nie żyje. Taka była okrutna prawda. Wiedział, że bez niego, nie ma po co już żyć. 

- Bez ciebie moje dalsze życie nie ma już sensu, ukochany - szepnął cichutko. 

Z tą samą myślą sięgnął po żyletki leżące pod wanną. Sądził, że już się z tego wyleczył, że już pozbył się nałogu kaleczenia siebie samego. Sądził, że to już nie wróci. Spotkał partnera, który miał go od tego chronić. 

Obiecał.

- Obiecałeś! - krzyknął na całe gardło schrypniętym głosem. Szloch wstrząsał jego potężnym ciałem, zdzierał sobie gardło, krzycząc nieznane nawet sobie słowa, łzy ciekły strumieniami po policzkach. 

Z umywalki czerwona ciecz zaczęła ściekać wąskim ciurkiem, jakby wiedziona czyjąś wolą. 

Patrzył, dławiąc się łzami, które nie wiadomo, jak długo spływały z jego jeszcze ciemniejszych, niż zwykle oczu. Na kafelkach, na których sam siedział, bo już nie miał siły, aby trzymać swój ciężar na nogach, zaczęły formować się litery z gęstej, aromatycznej cieczy. 

Z niedowierzaniem gapił się na wyrazy "napisane" pismem blondyna przy wykorzystaniu jakby czerwonego atramentu - esencji życia. 

Kocham Cię, Quentinie Dark. Twój na zawsze. 
Darren 

Kaleczył szybkimi ruchami swe ręce, wykonując szybkie cięcia na bladej skórze. Dłonie mu drżały. Tracąc gwałtownie przytomność, napisał tuż obok reszkami sił: 

Kocham Cię, Darrenie Stone. Na zawsze w naszych sercach.
Queen 

Patrzył na kilka podłużnych, krwawych linii wzdłuż jego nadgarstków. Żyły z pewnością były poprzecinane. Błagał Lucyfera o skłonność wysłuchania jego prośby, kiedy już znajdzie się "na dole" w zamian za jego posłuszeństwo, podczas życia na Ziemi. 

Osunął się w ciemność. 

~*~*~
Tak oto kończy się życie kolejnego bardzo utalentowanego muzyka, artysty. W samotności. Brocząc krwią. Pragnąc miłości... 

Ten świat jest przereklamowany dla takich, jak on. Mimo to, był bardzo dobrym, mądrym, uczciwym i silnym człowiekiem. Był także uparty, co pozwoliło mu wytrwać te dwadzieścia trzy lata. 

Skończył właśnie na własne życzenie tutaj, na świecie. Lecz co, jeśli nie umarł zupełnie? Co, jeżeli nadal żyje, tylko nie pod postacią w jakiej go poznaliśmy i zapamiętaliśmy? 

Pamiętajmy, że życie nie zawsze kończy się śmiercią, a "koniec prawie zawsze jest początkiem"***.

------------------------------------------------------------------------------------ 
* w moim opowiadaniu to przywilej każdego vampira 
** Malina 19. 01. 1994r. - 24. 09. 2012r. [*] 
*** Hunter - Kiedy umieram

LwG dla wszystkich motocyklistów! Pamiętajmy, że pasja jest po to, aby żyć, a nie - by umrzeć! "Never ride faster than your Guardian Angel can fly" - trzymajmy się tego! Darren o tym zapomniał i... przegrał tę walkę, mimo iż był teoretycznie nieśmiertelny. Nikt z nas nie ma szans przy takiej walce - dla nas jest z góry przegrana. Wszyscy pamiętajcie, że życie jest kruche. Kochajcie pasję, ale nie pozwólcie się jej zabić. To tak na koniec, ponieważ ostatnimi czasy bardziej się wgłębiam w temat "Wypadki motocyklowe" i bardzo mnie poruszył ten temat. 

Zapraszam do komentowania :) 
Pozdrawiam :* 
Oli ;3 

PS Bardzo przepraszam, że dodaję tak późno, ale co jakąś chwilę mi net ucieka i nie mam w gruncie rzeczy, jak napisać :/

środa, 23 lipca 2014

Serce na Granicy Mroku: Rozdział 17

Witajcie, jeśli czekanie nieokreśloną ilość czasu na moje wypociny jeszcze się Wam nie znudziło. :)
Dzisiaj mam dla Was Rozdział 17 tego nieszczęsnego opowiadania, którym uraczę Was jeszcze dwa razy. Będzie jeszcze Rozdział 18 oraz Epilog. Niestety, nie wiem jeszcze dokładnie, kiedy, wiec wyczekujcie, sprawdzając co kilka dni status bloga. :) 
Później, myślałam, aby dodać może ze dwa króciutkie opka, które napisałam jakiś czas temu. Są to dwa one-shoty, ale powiązane ze sobą, o tematyce wampirycznej i wilkołackiej. Mam także pomysł na trzecią część, ale nie wiem, czy dam sobie ze wszystkim radę. Cóż, w takiej sytuacji, proszę Was tylko o opinię, czy będziecie chcieli coś takiego przeczytać, bo nie wiem, czy jest sens zachodu? :>

---------------------------------------------------------------------------------------
Kiedy tylko drzwi się za nimi zamknęły, Darren postawił kochanka ostrożnie na podłodze. Patrzyli na siebie, gdy uwalniał swoje stopy od obuwia, używając do tego tylko pięt. Jak tylko się ich pozbył, opadł na kolana przed Queenem, patrząc w te cudowne, czarne otchłanie, umieszczone na bardzo przystojnej twarzy mężczyzny. Były to oczy człowieka, który widział za dużo, a ich smutek i ból przykuwał uwagę na znacznie dłużej. Podziwiał te oczy, od kiedy tylko pierwszy raz w nie spojrzał. Wiedział, że wielu ludzi woli się nie zagłębiać w to, co sprawiło, że właśnie taki wyraz przybrały. To był jego partner, a on już po części wiedział, dlaczego takie są. Obiecał sobie i Quentinowi po cichu, że sprawi, że te cudowne zwierciadła duszy będą wyrażały szczęście i poczucie bezpieczeństwa. To był jego nowy cel w jego cholernie długim życiu.
   
Zanurzał się coraz bardziej w potędze czarnych tęczówek jego ukochanego anioła. Upadłego anioła.
   
Powoli sunął wzrokiem po ciele kochanka. Jego pożądliwy wzrok zatrzymał się na wprost jego twarzy; dopiero na rozporku czarnych, zakurzonych spodni.  To były te same spodnie, jakie ubrał parę dni temu, kiedy vampir zaprowadził go do pracy po upojnych, gorących chwilach, przepełnionych namiętnością. Na ten widok lekko się opamiętał. Jego partner musiał być zmęczony po wydarzeniach z ostatnich dni, a jego obowiązkiem teraz było zadbanie o komfort ukochanego. Jednak, pomimo zmęczenia kochanka, nie mógł zaprzeczyć jednoznacznemu uniesieniu przodu jego spodni.
   
Rozwiązał jego sznurówki, zdjął ostrożnie trampki i znów wziął go na ręce, co spotkało się z jękiem protestu z nutą rozczarowania. Quentin wyczekiwał z niecierpliwością dalszego obrotu wydarzeń. Kurwa, w pewnym momencie, widząc wzrok vampira, był prawie pewien, że zaraz rozerwie jego ubranie na strzępy i weźmie na korytarzu swojego nowoczesnego mieszkania. Raczej nie byłby to jego wymarzony pierwszy raz, ale czekał. Miał nadzieję, że to nie on tej nocy będzie aktywem. Chociaż, w gruncie rzeczy, nie przeszkadzała mu ta rola, jednak chciał czegoś nowego. Z Darrenem.
   
Ręce Darka owinęły się wokół karku vampira.
  
- Bardzo za tobą tęskniłem – powiedział, a raczej zamruczał, miziając kochanka nosem po policzku.

- Jak bardzo?
   
- Bardzo.
   
- Tylko tyle? – drażnił się z nim.
   
- tyle. – polizał go po skórze. Miała lekko słonawy posmak.
  
 - Jesteś okrutny. Ja nie mogłem spać, bo nie było ciebie przy mnie. Nie mogłem oddychać, bo ciebie nie było. Nie funkcjonowałem normalnie, moje ciało przeszło w funkcję autopilota, a umysł wciąż obmyślał idealny plan na wyciągnięcie cię z tego bagna; abyś mógł być przy mnie. Już na zawsze. – przycisnął go mocniej do siebie. Queen pociągnął nosem i zapytał:
   
- Obiecujesz?
  
- Obiecuję, że już na zawsze będziemy razem. Jesteśmy sobie przeznaczeni.
   
Nie wiedzieć, kiedy, doszli do łazienki, Darren użył swoich „mocy”, aby rozebrać ich obydwu i odkręcić kurki w ogromnej, pięknej wannie. Zanim Quentin się zorientował, ukochany porwał go z powrotem w swoje ramiona, wskakując do wanny z ciepłą wodą. Pocałował go głęboko i tak namiętnie, że gdyby go nie trzymał, na bank osunąłby się do całkiem głębokiej wody. Vampir zaśmiał się cicho, melodyjnie pod nosem, kiedy uwolnił jego wargi.

Uklęknęli, ciepła ciesz obmyła ich nagie ciała, ich głodne siebie nawzajem dłonie błądziły po zaokrągleniach i uwypukleniach ciał. Wpili w siebie głodne spojrzenia i przez chwilę trwali tak, zatopieni w pożądaniu. W pomieszczeniu stało się jeszcze goręcej i to nie z powodu parującej cieczy.
   
Queen sapnął, kiedy niespodziewanie został lekko pchnięty na zimną ściankę, a Darren wślizgnął się pomiędzy jego rozłożone nogi. Oplótł się nimi w pasie, z powrotem patrząc w czarne, błyszczące namiętnością oczy, z lubością. Przyszpilił go do kafelków, przyciskając kolano do pobudzonego krocza kochanka.
   
- Mmm… potrzebuję cię – zamruczał.
   
- Quentin, ja… - spojrzał na niego zaciekawiony i jakby trochę bardziej przytomny. – Ja potrzebuję cię oznaczyć. Kiedy cię porwano, zdałem sobie sprawę, że popełniłem okropny błąd, puszczając cię wtedy do pracy niesparowanym, mimo że już wtedy byłeś mój. Obiecałem sobie, że dokonam parowania, kiedy tylko będziesz już gotowy.
   
- Kiedy? Dlaczego nie jeśli?
  
 - Ponieważ wiedziałem, że cię odzyskam. Quentinie Dark, jesteś tylko mój, a ja należę tylko do ciebie. Czy zgodzisz się przyjąć moje „przywiązanie”, być tylko ze mną do końca naszego wspólnego wiecznego życia? Czy jesteś gotów przyjąć mnie do swojego ciała, serca, umysłu i duszy tak, jak ja przyjąłem ciebie, mojego partnera? Czy jesteś gotów zaakceptować moją naturę, to, że nie jestem w stenie przeżyć bez przyjęcia krwi oraz to, że od tej poty będę mógł przyjmować ten dar tylko i wyłącznie od ciebie?
   
Quentinowi, na tę myśl, pewna cześć jego ciała stała się jeszcze twardsza i grubsza, niż do tej pory. To, w jaki sposób Darren informował go o tym, co zamierza zrobić, nie mogłoby być bardziej erotyczne w ustach tego zachwycającego nieśmiertelnego. Mówił tak poważnie, z takim przekonaniem, jakby od tego zależało ich życie.
   
Cóż, może rzeczywiście tak było.
   
Quentin jednak nie tracił czasu na zastanawianie się nad tym; w tym momencie miał ważniejsze rzeczy na głowie. Między innymi (jeszcze przyjemniejszymi, bardziej fizycznymi rzeczami) musiał zapewnić ukochanego o swojej miłości, zaufaniu i oddaniu dla niego.
   
- Zgadzam się zostać twoim partnerem, ukochany…
  
- Partnerem się nie zostaje; partnerem się jest. – przerwał mu.
   
Queen pocałował go szybko w usta, by go uciszyć. Teraz była jego kolej na gadanie.
   
- Więc… Tak, jestem gotów być dla ciebie wszystkim, czego potrzebujesz. Kocham cię i nigdy nie przestanę. Jesteś najważniejszą osobą w… nie, ty jesteś moim światem. Jesteś cudowny. Nigdy nawet takiego ciebie sobie nie wyobraziłem; nawet w snach nie byłeś taki idealny dla mnie.
   
- Ty… śniłeś o mnie? – zapytał niepewnie, a Queenowi na ten widok jeszcze bardziej zmiękło serce.
   
- Owszem. Byłeś moim ulubionym snem. Zawsze sądziłem, że tylko fantazją. – złapał jego głowę w dłonie, wplatając palce w ciemnoblond pasma. – Zrób, proszę, tak, aby nic już nigdy nie mogłoby nas rozdzielić. Nie zniósłbym więcej utraty twojej bliskości. Przysięgam.
   
- Ale… Queen. Nie rozumiesz. Tym razem ja, żeby cię oznaczyć, muszę być w tobie. Wiem, że możesz tego nie chcieć… - kochanek przyłożył mu swój smukły palec do ust.
   
- Niczego w tej chwili nie pragnę bardziej, niż ciebie. Niż całego ciebie. Także we mnie. Daj mi to. Proszę? – zatrzepotał rzęsami, kręcąc jednocześnie biodrami, ocierając się o jego erekcję.
   
- Wszystko, czego tylko pragniesz, kochanie.
   
Dwa, splecione ze sobą w miłosnym uniesieniu ciała, zwarły się w namiętnym tańcu. Za muzykę robił im plusk wody, uderzającej o ścianki wanny oraz jęki męskich głosów.
   
W pewnym momencie, kiedy Darren już miał wsunąć w niego ostrożnie już nawilżony palec, Queen lekko spanikował. Położył dłonie na silnych ramionach vampira, naciskając na nie i odezwał się cicho:
   
- Darren. To jest… to mój pierwszy raz w ten sposób. Proszę cię, bądź delikatny – wydyszał bardzo cicho.
   
- Cii… Kochanie, dobrze. Nie zrobiłbym ci krzywdy, ale dobrze, że mi o tym mówisz. Rozluźnij się – uspokoił go chwilę przed tym, jak porwał jego wargi do kolejnego gorącego tańca zmysłów.
   
Chwilę później Queen jęczał w miękkiej pościeli na łóżku w sypialni Darrena. Już wykąpany, odświeżony i pachnący, nie miał nic przeciw ustom ukochanego na jego męskości. Jęczał z rozkoszy i pozwalał ciekawskim palcom vampira wsuwać się w niego, badając jego wnętrze, szukając tego niesamowitego punktu.  Nawet się nie zorientował, kiedy był już w pełni gotowy, by przyjąć w siebie kochanka. Wbrew           świadomości, już od jakiegoś czasu błagał go, aby go wreszcie wypełnił.
   
Darren skorzystał z zaproszenia, szybko, a za razem delikatnie, wślizgując się do jego ciasnego tunelu. Świetnie wykorzystał chwilę jego nieuwagi, ponieważ chwilę po wypełnieniu, Queen stężał, zaczął szybciej oddychać, zacisnął się na nim tak mocno, że musiał walczyć sam ze sobą, żeby nie wystrzelić.
   
- Queen, skarbie, rozluźnij się. W porządku, nic złego się nie dzieje. Jestem tutaj. – do Queena jakby nie docierało to, co do niego mówił. Stłumił ciche przekleństwo i spróbował jeszcze raz: - Do diabła, Quentin, rozluźnij się albo będzie to najszybsze parowanie w historii mego rodu – prawie warczał.
   
W tym momencie, jego anioł chyba zrozumiał, bo rozluźnił się na tyle, by go aż tak nie ściskać. Dobry chłopiec.
   
- Przepraszam, trochę się denerwuję – przyznał.
  
- Wiem, kochanie. Jak się czujesz?
   
- W porządku. Trochę mnie rozciągasz, ale to miłe uczucie. Jest dobrze dopóki tu jesteś – na to wyznanie, Darren pochylił się i pocałował czule swojego aniołka.
   
- Zawsze tu będę – powiedział, całując Queena w pierś w miejscu, gdzie pod rozgrzaną skórą biło serce. Brunet wczepił palce w jego włosy i przyciągnął jego usta do pocałunku. Na kościec cmoknął go jeszcze rozkosznie i ułożył się wygodniej pod drugim ciałem.
   
Patrzyli sobie w oczy, kiedy Darren ostrożnie, ale pewnie wycofał swoje biodra, prawie całkowicie z niego wychodząc, by zanurkować z powrotem w rozgrzaną dziurkę. Krzyk i gwałtowne zaciśnięcie powiek poinformowały go, że idealnie trafił w jego prostatę. Dla podwojenia wrażeń, wciągnął puchową poduszkę pod biodra kochanka i złapał pewnie trzon jego członka. Zaczął poruszać szybko dłonią, w rytm swoich natarć na wrażliwy gruczoł wewnątrz Queena.
   
Obydwaj sapali ciężko, będąc na skraju przyjemności. Kilka pchnięć później, ukąszenie w tętnicę szyjną, nie tyle, aby się pożywić, co wpuścić partnerski enzym do jego organizmu, obydwoje w idealnie zgranej harmonii doszli w tym samym momencie. Wyczerpany opadł na Queena.
   
- Hah… Mój ty snajperze – wysapał chłopak, a kiedy Darren spojrzał na niego, nie bardzo rozumiejąc, wyjaśnił: - Za pierwszym razem, kochany. – jego ciemne brwi flirciarsko zafalowały. Obydwoje się zaśmiali.
   
- Mówisz, że mam cela? – zakręcił biodrami, bo nadal się z niego nie wsunął.
   
- Achh! O, taaak – zamruczał, przymykając oczy. – Mało tego! Jesteś cały mój! – wykrzyknął spod niego dumny.
   
- Tak, aniele. Cały twój. Na zawsze. Nawet nie wiesz, ile na ciebie czekałem, nie wiedząc nawet, że istniejesz.
   
Quentin objął go w pasie nogami i przeturlał ich tak, że teraz to on leżał na vampirze. Kilka kropel czerwonej cieczy skapnęło na nagą pierś nieśmiertelnego. Unosząc lekko biodra, by wypuścić z siebie członek kochanka, zlizał te kilka kropelek siebie i znów pocałował, zwinnie używając języka do masowania drugiego organu.
   
- Mmm… Teraz jesteś o wiele słodszy, kochanie, niż nawet wtedy, kiedy smakowałem ciebie prosto z żyły. – polizał go po szyi, zasklepiając dwie, niewielkie ranki. Kiedy już całkowicie się zagoją, obydwie zgrabne kropeczki będą połyskiwać pod kątem padania światła, ale mimo to i tak będą ledwo widoczne. Ważne, że jego demon i każdy inny będzie teraz czuł zapach Darrena na tym zachwycającym mężczyźnie.
   
- Darren?
   
- Tak, skarbie?
   
- Czy… Vampiry piją lemoniadę?
  
- Jesteś niemożliwy! – śmiał się Stone.
   
- Co? Dlaczego? – zdziwił się Queen. Podniósł głowę, by spojrzeć mu w oczy. – To proste pytanie.
   
- Właśnie. Parę godzin temu odzyskałem cię z rąk tych sukinsynów, a ciebie interesuje, czy vampiry piją lemoniadę? Jeszcze o tym nie zapomniałeś? – otrzymał odpowiedź w postaci kiwnięcia głową na „nie”. – No, więc tak, vampiry piją lemoniadę – powiedział z rozbawieniem wymieszanym z niedowierzaniem na tworzy.
   
Po chwili obydwoje wybuchnęli śmiechem, co wywołało u nich jeszcze głośniejszy śmiech. Dark z powrotem ułożył głowę na twardej piersi ukochanego.
   
Poczuł, jak jego kochanek odpada, uciekając umysłem do krainy Morfeusza.
   
- Śpij, kochanie. Teraz już jesteś przy mnie. Jesteś bezpieczny – powiedział cicho, kojąco, całując go w czubek głowy. Sam ułożył głowę na poduszce i nie wiadomo, kiedy także odpłynął.
  
***
Obudził się po pewnym czasie nareszcie spokojnego snu. Nie martwił się już o bezpieczeństwo jego aniołka – nie wiedział, dlaczego, ale ostatnio bardzo łatwo przychodziło mu nazywanie tak tego postawnego chłopaka – ponieważ był wreszcie przy nim. Teraz leżał obok niego tak, że blondyn spokojnie mógł przytulać się do jego szerokich pleców.
   
Odwrócił głowę i przez ramię zerknął na zegarek, który stał na półce nocnej. Była dziesiąta wieczorem następnego dnia. Lub nocy, jak kto woli.
   
Niechętnie przeciągnął się i podniósł z miękkiego materaca. Było to o wiele trudniejsze, niż zazwyczaj, gdyż teraz w tym łóżku spał jego słodki Queen. Zmusił się jednak do podniesienia czterech liter i zaprowadzenia ich do łazienki, gdzie szybko się ogarnął.

W kuchni, łykając kilka łyków lemoniady w butelce, uśmiechnął się. Przypomniał sobie ich wczorajszą rozmowę na temat tego napoju. Gdy już opróżniło szklane naczynie chwycił kartkę i długopis. Pochylił się nad blatem, pisząc krótką informację do kochanka: 


Witaj, skarbie! 
Obudziłem się wcześniej, więc postanowiłem wykorzystać ten czas, kiedy będziesz wypoczywał, aby pojechać do Twojego mieszkania po Twoje rzeczy. Pośpieszę się, bo chcę spędzić jak najwięcej czasu z Tobą. 
A więc nie krępuj się, to jest teraz Twój dom. Wrócę szybko (biorę motocykl, dawno nie jeździłem). 
Kocham Cię, skarbie.
Twój Darren.

Zaniósł karteczkę do sypialni i położył ją na poduszce. Następnie zbiegł ze schodów i popędził do garażu, chwytając jeszcze po drodze kask i kurtkę. Ubrał się i dosiadł swego "rumaka". 

Do momentu, kiedy nie spotkał Queena, Yamaha była jego jedynym towarzyszem; "pierwszą miłością". Pasja stanowiła dużą część jego życia, poświęcał jej sporo czasu. Teraz, jego ukochana, czarna maszynka będzie musiała "podzielić się" nim z jego partnerem. Nie zamierzał jednak jej porzucić. Kto wie, a może nawet Queen spróbuje pokochać wiatr we włosach i pośmiga trochę razem z nim? Chciał, aby ta było.

Z takimi myślami i uśmiecham na ustach pokonał trasę do bloku, w którym mieszkał brunet, w zaledwie kilka minut. 

Pognał schodami do drzwi od kawalerki kochanka. Otworzył je i wparował do środka. 

Migiem zabrał większą część rzeczy bruneta (nie było tego dużo). Zostawił tylko instrumenty, meble i książki, by wrócić po nie później.

Musiał przyznać, że bardzo szybko mu to szło. Jeśli nic się nie popsuje, zdąży wrócić, nim partner się obudzi. A wtedy zafunduje mu gorącą powtórkę z poprzedniej nocy. Już poczuł, jak pewna strategiczna część jego ciała budzi się do życia i żąda uwagi tylko jednej osoby, mianowicie - Quentina Darka.

Wyszedł z klatki obładowany niewielkimi bagażami. Zaczęło padać. Zapakował się na motocykl, dobrze mocując pakunki, wsiadł i odpalił z pomrukiem. 

Ach, uwielbiał ten dźwięk. 

Ruszył z parkingu i pokonał pierwszy zakręt. 

----------------------------------------------------------------------------------------------
Tak więc przypominam, że czekam na Wasze opinie na temat, Czy chcecie tutaj moje te 2 opka? Proszę o odpowiedzi w komentarzach. ;) 

Pozdrawiam, 
Oli - chan <3

czwartek, 3 lipca 2014

Serce na Granicy Mroku: Rozdział 16

Kątem oka zauważył drugiego vampira i jego dziwny wyraz twarzy. Zmarszczył brwi, odwracając się w jego stronę. Patrzył na dziwną harmonię emocji, odbijających swe piętno na przystojnym licu Alexandra. Jego oczy ukazywały dumę, wyniosłość, potęgę. Czoło miał lekko zmarszczone, jakby wyrażało zmartwienie. Usta zaciśnięte w prostej linii sugerowały zaciętość. Patrząc na jego twarz, można było poczuć, że facet jest stanowczy i pewien swego oraz, że nie przepuści żadnej okazji, by pokazać wrogowi, co znaczy prawdziwe konanie w cierpieniu. Jednak jego postawa świadczyła o tęsknocie, a Darren rozumiał, co przyjaciel musiał teraz czuć, przez co przechodzić. Znał to uczucie, kiedy walczy się ze swoimi myślami, a walka z założenia wydaje się z góry przegrana. 

Podszedł bliżej do przyjaciela, na wyciągnięcie ręki i położył swoją dłoń na jego ramieniu w geście otuchy. Ten spojrzał na niego nieodgadnionym wzrokiem, a on uśmiechnął się smutno, patrząc mu w oczy, dając znać, że rozumie jego rozdarcie. Aż sam się zdziwił, że tak łatwo mu teraz myśleć o Alexandrze jako przyjacielu. Zrobiło mu się jakoś lżej, mimo swojej twardej, nieugiętej postawy, że w życiu najlepiej radzić sobie samym. Może i faktycznie tak było, nawet jego matka wiele setek lat temu przyznała mu rację, po czy jednak dodała:

- Może masz rację, słonko. Jednak na tym świecie istnieją także inne wartości, które warto znać. Przekonasz się o tym, kiedy okaże się, że jednak twój plan zawiedzie. Nie życzę ci tego, lecz mam nadzieję, że zrozumiesz, po co ludziom są przyjaciele. Życie bez nich może i jest łatwiejsze, ale co ci po nim? Ile można żyć nie opierając się na przyjaciołach? - jego matka była bardzo mądrą życiowo kobietą. Szanował ją za odwagę brania z życia tego, czego chciała. W czasie, kiedy on po prostu wolał skulić się w sobie i w samotności poczekać, aż złe chwile miną, ona stawiała mu czoła z uśmiechem, otaczając się gromadą zaufanych przyjaciół. Podziw, szacunek, miłość, tęsknota - to obecnie czuł do swojej rodzicielki. 

Z zamyślenia wyrwało go przybycie pozostałej części ich grupy. Powoli gromadzili się na niewielkiej planie, by dać wsparcie przywódcy. Czekając na wszystkich, zanim do nich dojdą, wykorzystał jeszcze chwilę, aby powiedzieć kilka słów do Alexa.

- On wróci do ciebie. Siła z jaką przyciągacie siebie nawzajem nie pozwoli wam się na długo odseparować. Widziałem to. Jeszcze wszystko się ułoży, ręczę za to własną śmiercią. - na twarzy vampira zagościł zwyczajny dla niego uśmiech.

- Nie mów tak, bo pomyślę, że się we mnie zakochałeś. - zagroził. - Dziękuję, że jesteś. 

- Mam partnera. - przypomniał mu. - Dobra, koniec tej sielanki. Do roboty, panowie, bo my tutaj tak spokojnie, a może mój partner teraz cierpi. - zwrócił się do całej już gromadki paranormalnych. Nikt nie zwrócił mu uwagi, że jeśliby jego ukochanemu działa się krzywda, on pierwszy by o tym wiedział. Wszyscy ustawili się na pozycję. Po drodze wyjaśnił z nimi telepatycznie, że oni zostaną na warcie na zewnątrz, a do środka wejdą on, Alex i kilku innych żołnierzy z królestwa vampirzej krwi. Nikt się nie sprzeciwiał, ufając jego decyzji. 

***
Vampirzą, sześcioosobową ekipą wyruszyli w ekspresowym tempie na poszukiwanie Quentina w ogromnym budynku. Jednak mimo jego rozmiarów, Darren świetnie sobie radził z pomocą zapachu partnera. Był na czele grupy, prowadząc długimi, obskurnymi korytarzami, dopóki nie zatrzymał się przed otwartymi drzwiami na końcu jednego z nich. Dzięki vampirzej zdolności byli niezauważalni dla ludzi przebywających w ośrodku. 

Dał znak swoim towarzyszom, że wkraczają i każdy, zgodnie z planem, ma unieszkodliwić każdego, oprócz Queena. Zgodnie wparowali do pomieszczenia w odpowiednim momencie, by zdążył złapać faceta, który przykładał ostrze noża do gardła jego partnera i rzucić nim o ścianę. Zdezorientowany uderzeniem podniósł się po chwili, rozejrzał, a kiedy Alex stał się już "widzialny", stał tuż przed nim, ściskając jego szyję w uścisku, niczym w imadle. 

Dwoma następnymi zajęli się Jared i Kellan, odciągając ich od jego kochanie. Ten bez chwili wahania dopadł do oszołomionego i wystraszonego chłopaka. Uch, do diabła, myślał, że już go nie zobaczy. Że nie weźmie już w ramiona swojego słońca. Jak dobrze, znów poczuć jego zapach, jego twarde od mięśni ciało, niewiele mniejsze od jego samego. 

Za jego plecami Jake i Dante zajęli się także Georgem, a Benjamin zniknął z pola jego widzenia w poszukiwaniu wplątanego w to bagno posterunkowego. To będzie krwawe rozprawienie się z wrogiem, ale jakoś żadnemu z nich to szczególnie nie przeszkadzało, jako że byli krwiopijnymi Panami Nocy.

Każdy z nich zajął się swoją ofiarą w podobny sposób: wypijając do cna krew. Tylko Jake i Dante mieli ten przywilej pobawić się Georgem trochę dłużej, z czego chętnie skorzystali. Żadna z tych opcji z pewnością nie była przyjemna, gdyż ugryzienie, zwykle doprowadzające na szczyt ekstazy, kiedy chcieli, mogło być równie nieatrakcyjne, niczym samo słowo "ukąszenie". Był pewien, że lojalnie się o to bardzo starannie postarali. 

Zanim włączy się alarm zdoła wyprowadzić swojego ukochanego na zewnątrz, gdzie będzie już bezpieczny wśród tylu istot "nadprzyrodzonych". Wziął kochanka na ręce i wykorzystując swoją szybkość, pognał w stronę wyjścia z ośrodka tą samą drogą, którą tu przyszli. Ufał swoim pobratymcom, że gdy tylko skończą swoją robotę spotkają się wszyscy, jak się tu zjawili na polanie. 

Pokonywał kolejne metry dzielące ich od wolności z prędkością światła, przyciskając zmarznięte ciało swego aniołka mocno do swojej ciepłej skóry. Jego ukochany cały czas wpatrzony tęskno w rysy jego twarzy nie zarejestrował, kiedy wybiegli na polanę, pełną paranormalnych stworzeń. Już nic się nie liczyło tak bardzo, jak to, że znów w końcu są razem. I już się nie rozdzielą. Nie dopuszczą do tego. Za wszelką cenę. Nawet za cenę śmierci, która aż wisiała w powietrzu, grożąc niebezpiecznie swą wizytą. 

Już odrobinkę wolniej Darren zaniósł swojego partnera do zmiennych ze zdolnością uzdrawiania. Przysiadł na suchej trawie obok partnerki Bety sfory Shadow Wolf, kładąc Queena na swoich kolanach. Chłopak był tak słaby, że na pewno nawet nie dałby rady usiedzieć o własnych siłach. Kobieta pokłoniła się, po czym za pozwoleniem Darrena, przyłożyła dłoń do czoła mężczyzny. Po krótkim czasie jego słoneczko nabrało żywszych kolorów, rany zasklepiły się, na policzki wpłynął żywszy rumieniec, a gdy otworzył swoje piękne, głębokie, czarne oczy, w których zazwyczaj widać było pasję do tego, co robił, błyszczały nieznacznie. Vampir, na ten widok, aż westchnął, przesuwając delikatnie opuszkami palców po jego twarzy. Brunet uśmiechnął się niemrawo do niego na ten gest.

Podziękował Suce Beta za pomoc i pozwolił się jej oddalić wraz ze swoim partnerem. Przytulając swojego bruneta do piersi, zauważył, że jego towarzysze już wrócili. Przeprosił mężczyznę na chwilę, by do nich podejść, żeby upewnić się, czy wszystko poszło zgodnie z planem i wszyscy są cali i zdrowi. Okazało się, że Shea zajęła się już także ich potencjalnymi ranami, a on został poinformowany, że nikt zamieszany w porwanie jego partnera nie żyje, co potwierdzili dla jego pewności wszyscy towarzysze. 

Wrócił, jak obiecał do Quentina, który jak się okazało stał już o własnych siłach w miejscu, gdzie go zostawił. Wydawał się być zamyślony, ale do tego stopnia, że aż nieobecny. Zaniepokoiło go to, ale z drugiej strony, każdy, kogo ktoś by porwał i bił potrzebowałby sobie wszystko poukładać. Podszedł do niego powoli.


Darren czuł, że Queen się od niego odsuwa i bardzo mu się to nie podobało. Spróbował do niego podejść bliżej, ale ten go odepchnął. Poczuł przeszywający ból w klatce piersiowej, lecz nie ugiął się i nadal próbował dotrzeć do kochanka. Właśnie go odzyskał i nie miał zamiaru znów stracić. 

- Kochanie. Co się dzieje? Dlaczego się ode mnie odsuwasz? Nie chcesz mnie już...? - bał się odpowiedzi na to ostatnie pytanie. 

- Co? Ja... nie... Nie myśl tak, proszę. - zmieszał się, jednak odpowiedział tylko na ostatnie pytanie.

- Więc, skarbie, odpowiedz, proszę. Chciałbym wiedzieć, co cię dręczy. Chciałbym ci pomóc. Co się dzieje? - powtórzył. 

- Nic, naprawdę, to tylko... - patrzył na niego wyczekująco. W końcu westchnął, kapitulując. - Po prostu... to rozmowy z ojcem tak na mnie działają. Od zawsze. Zawsze mówi mi, że jestem nikim, że nic nie znaczę. Że najlepiej by było, gdyby mnie wcale nie było, gdybym się nie urodził. I robi to tak przekonująco, że jestem w stanie w to uwierzyć. W każde jego słowo. - słuchał tego z krającym się sercem. Jego kochanie miało bardzo głęboką depresję, już dawno to zauważył. Przytulił chłopaka, który już się nie opierał aż tak dotykowi, kiedy głos zaczął mu się łamać. Był roztrzęsiony, cały drżał. Darrena aż roznosiło, jak ojciec może mówić coś takiego synowi? Jak można być takim skurwysynem?! - Jestem nikim! Zerem! Nic nie znaczę... - znów zaczął krzyczeć, wyrywając się. Vampir przycisnął go mocniej do piersi i po chwili poczuł gorące łzy na swojej szyi, usłyszał zduszony szloch, łamiący serce, tuż pod uchem. 

- Ciii... Spokojnie, jego już nie ma. On już nie żyje. Obiecuję, że nigdy więcej cię nie skrzywdzi, w jakikolwiek sposób. Obiecuję, kochanie. - uspokajał go, bo mówił jak w amoku. Niczym mantrę powtarzał słowa, że jest nikim, że nic nie znaczy. - Nie jesteś nikim, skarbie. Jesteś całym moim światem. Dla mnie znaczysz wszystko, bez ciebie mnie nie ma. Kochanie... - teraz to on się trząsł, a łzy, nie wiedzieć kiedy, zaczęły spływać po jego policzkach, niczym grochy. - Kochanie, skarbie, mój ukochany... Nigdy nie mów, że nie powinieneś tutaj być. Proszę, nie mów, że lepiej by było gdyby ciebie nie było. Dla mnie, słońce, znaczysz wszystko. Twoje miejsce jest przy mnie, nie zapominaj o tym. Wiedz, że kocham cię. I nigdy nic tego nie zmieni. Bądź dla mnie, bo nie zrezygnuję z ciebie. 

Queen chciał się w nim schować. Uciec przed całym światem. A on był dumny, że w końcu, jego aniołek, mu na tyle zaufał. Czuł, że od tej chwili mogło być już tylko lepiej. Schylił głowę i on także schował twarz w czarnych puklach kochanka. Po dłuższej chwili dwudziestotrzyletni mężczyzna odniósł głowę, by móc spojrzeć w oczy vampirowi. 

- Darren... - szepnął. - Już dawno powinienem był ci to powiedzieć. Przepraszam, że dopiero teraz o tym mówię, bo ja... - zaciął się.

- Już, spokojnie. Nic nie mów. Odpocznij.

- Nie! Ja muszę to powiedzieć. - Darren spojrzał na niego z zaciekawieniem widniejącym na twarzy. - To wszystko było takie trudne, bo nie powiedziałem ci kiedy miałem okazję... Kocham cię, Darrenie Stone. Kocham i nigdy nie opuszczę. Ba, nigdy się mnie nie pozbędziesz. - powiedział i uśmiechnął się lekko.

- Kocham cię, Quentinie Dark. Nigdy, w swoim długim życiu, nie czułem się tak szczęśliwy, jak dzisiaj. - powiedział, a jego iskrzące się, błękitno-kryształowe oczy to potwierdziły. Och, tak, kochał te oczy. Już nawet zdążył się przyzwyczaić do czerwonej, jakby podrażnionej skóry dookoła nich. - Tylko, powiedz mi, dlaczego nie powiedziałeś mi tego, kiedy ja to zrobiłem? Pamiętasz, w twoim domu...

- Pamiętam, nigdy tego nie zapomnę. Nigdy, nikomu tego nie powiedziałem. A nie powiedziałem ci wcześniej, kiedy ty to zrobiłeś, abyś nie uznał tego za powtarzanie twoich słów. To było i nadal jest dla mnie bardzo ważne, abyś wiedział, co do ciebie czuję i nie wątpił w to. Zależy mi na tym, na tobie. Bo cię kocham. 

- Och, skarbie. - powiedział rozczulony, po czym złączył ich wargi w czułym delikatnym i tęsknym pocałunku. Nareszcie trzymał go w ramionach. Mógł go objąć, wdychać jego zapach. Mógł go ochronić, to było najważniejsze. Żeby jego aniołek czuł się bezpieczny. Kochany.

- Dobrze, słoneczko... Czemu tak na mnie patrzysz? 

- Ponieważ nie sądziłem, że vampiry mogą się zwracać do kogoś "słoneczko". To dla mnie po prostu czysty paradoks, ironia losu. - powiedział rozbawiony. 

- Dlatego ty jesteś moim słońcem. Jesteś moim światełkiem w mrocznym istnieniu. - pocałował go w skroń, później w nosek. Lekko ubrudzony z kilkoma bladymi piegami, sądził, że jest uroczy. Quentin jest młodym, silnym mężczyzną, ale momentami potrafił być naprawdę bardzo słodki. - Chodźmy już do domu. - jak na zawołanie na polanę zajechał duży, terenowy samochód, oślepiając postacie na chwilę swymi reflektorami. 

- Moje mieszkanie nie jest domem. Może w nim mieszkam, jadam, śpię, gram, ale to nie jest mój dom. Nie jest i nigdy nie będzie. On jest pusty, osamotniony, bo mieszkam tam sam. Nienawidzę go.  Ty jesteś moim domem. 

- Dobrze, pojedziemy do mojego domu. Później pojadę po twoje rzeczy. - Queen objął Darrena w pasie i przycisnął się bliżej niego. Powoli ruszyli w stronę pojazdu, gdzie kierowało się jeszcze kilka vampirów. Z paroma pożegnali się i podziękowali za pomoc, zanim wsiedli do auta. Ze zmiennymi obiecali utrzymywać kontakt. Wszyscy się rozeszli i pognali w swoje strony. W samochodzie usiedli tak, że Benjamin usiadł na przednim siedzeniu, obok kierowcy, Alexander z tyłu na kanapie razem z Darrenem, który trzymał Queena na swoich kolanach. Nie zgodził się na wypuszczenie go ze swoich objęć chociaż na chwilę. Swoją drogą Quentinowi także to odpowiadało. Bardzo stęsknił się za swoim partnerem. 

Siedział tyłem do okna, w taki sposób, że mógł położyć swoją głowę na ramieniu kochanka i schować twarz w jego szyi. Było mu dobrze w tych objęciach, ciepło. Czuł się kochany, potrzebny.

- Tęskniłem za tobą. Mmm... pragnę cię. - szeptał mu kusząco do ucha. Polizał jego płatek. Poczuł, jak ramiona Darrena bardziej zacisnęły się na jego ciele, przyciskając go bliżej siebie. 

- Ja ciebie także.

- Czuję - zamruczał. 

- Tej, gołąbki! Pogruchacie sobie w domu, tam będziecie sami, a tak to wszyscy muszą tego słuchać. - fuknął beznamiętnie Benjamin z przedniego siedzenia. Quentin się zaśmiał. 

- Przeklęty, vampirzy super słuch. - wyszeptał, doskonale świadomy, że wszyscy w aucie go słyszą. W końcu, przecież kierowca też był vampirem.

- Słyszałem. - wszyscy się roześmiali. 

***
W kilka minut samochód zajechał na szeroki podjazd przed domem Darrena. Pożegnali się z towarzyszami i Darren wniósł partnera do domu. 

----------------------------------------------------------------------------------------
Dobrze, kochani. Chciałabym Was poinformować, że wielkimi krokami zbliżamy się do końca, co już pewnie sami zauważyliście. Planuję może z 18 rozdziałów, lecz nic nie obiecuję, plus epilog. Ale nie bójcie się, planuję jeszcze dużo akcji, która na pewno Was zaskoczy! :D 

Dziękuję za komentarze i oczywiście zapraszam do pozostawiania po sobie śladu :)

Pozdrawiam,
Oli - chan <33