Witam :)
Cieszę się, że interesują Was dalsze losy bohaterów mojego opowiadania. :) Chciałabym także podziękować za cierpliwość i wyrozumiałość dla mojej osoby, ponieważ, jak już pewnie kiedyś wspominałam, piszę na bieżąco i moja wena, pewnie jak każdego, czasami zanika. Wiem także, że rozdziały nie są idealne i bez trudu można by się dopatrzyć kilku błędów, ale nikt nie jest nieomylny, a mnie po prostu cieszy fakt, że mogę się z kimś podzielić moimi fantazjami.
To chyba tyle chciałam powiedzieć na wstępie :)
Zapraszam do czytania! :D
--------------------------------------------------------------------------------
Pocałunek mężczyzn trwał długo i po kilku jękach, dobywających się z ich gardeł, wywnioskował, że musiał być gorący. Aż żal mu było im przerywać. Wiedział, że jeszcze wiele lat, zanim znów się spotkają, a partnerskie dusze już na zawsze połączą.
Cieszę się, że interesują Was dalsze losy bohaterów mojego opowiadania. :) Chciałabym także podziękować za cierpliwość i wyrozumiałość dla mojej osoby, ponieważ, jak już pewnie kiedyś wspominałam, piszę na bieżąco i moja wena, pewnie jak każdego, czasami zanika. Wiem także, że rozdziały nie są idealne i bez trudu można by się dopatrzyć kilku błędów, ale nikt nie jest nieomylny, a mnie po prostu cieszy fakt, że mogę się z kimś podzielić moimi fantazjami.
To chyba tyle chciałam powiedzieć na wstępie :)
Zapraszam do czytania! :D
--------------------------------------------------------------------------------
Pocałunek mężczyzn trwał długo i po kilku jękach, dobywających się z ich gardeł, wywnioskował, że musiał być gorący. Aż żal mu było im przerywać. Wiedział, że jeszcze wiele lat, zanim znów się spotkają, a partnerskie dusze już na zawsze połączą.
Podniósł wzrok. Od samego patrzenia na nich zrobiło mu się gorąco. Ich ciała przylgnęły do siebie, a usta ocierały w taki sposób, że nawet on się podniecił. Pomyślał o swoim ukochanym, o tym, co będzie z nim robił, kiedy już go odzyska. Nie dopuszczał do siebie myśli, że mogłoby być inaczej; że coś mogło by pójść nie po jego myśli.
Wyobrażał sobie, jakby to było, gdyby to on całował się tak właśnie z Quentinem... Cholera, tęsknił za nim. Bardzo. Chciał z nim teraz być. Móc się przytulić. Lub dać oparcie. Wtem przypomniała mu się ich pierwsza wspólna jazda na motocyklu. To było wspaniałe, że pomimo tego iż się nie znali, chłopak tak ufnie się w niego wtulał. Tak mocno się go trzymał. Tak, jakby był jego ostatnią deską ratunku w tym paskudnym świcie. Dla mnie tym właśnie jesteś, pomyślał ciepło, pragnąc, by kochanek go usłyszał. Kocham cię. Nie zapominaj o tym. Błagam, nigdy o tym nie zapomnij...
Alex przeniósł swoją dłoń tuż nad pośladki młodszego mężczyzny. Powoli, niechętnie oderwał od niego wargi i nadal go obejmując, spojrzał mu z żarem w oczy.
- Czekaj na mnie - mruknął chłopak. Nagle zachciało mu się żyć! Wiedział jednak, że nie może odwołać swojej decyzji. Miałby później żal do siebie. Już dawno temu podjął tę decyzję. Wątpił nawet, czy vampiry posłuchałyby jego prośby.
- Masz moje słowo – przysiągł i po raz kolejny, pocałował go gorąco, namiętnie, ale krótko. Zdecydowanie za krótko.
- Masz moje słowo – przysiągł i po raz kolejny, pocałował go gorąco, namiętnie, ale krótko. Zdecydowanie za krótko.
Alexander stanął za chłopakiem i objął go w
pasie, zamykając oczy, przytknął nos do jego karku i zaczął wdychać jego
zapach.
Darren podniósł rękę, z której pazury
wydłużyły się nieznacznie. Przyłożył pięść do obnażonej piersi mężczyzny. To będzie tylko chwila, uspokajał się w
duchu, bo tak naprawdę nie cierpiał tej roboty. On nic nie poczuje. Nie będzie cierpiał. Nie będzie go bolało.
Dłoń chłopaka powędrowała na kark vampira i skinął głową, w cichym poddaniu.
Błyskawicznie odciągnął dłoń od niego, by po chwili zatopić ją głęboko w jego
piersi. Zimne, nieludzkie palce zacisnęły się na pulsującym szaleńczo organie.
Wynurzył rękę z powrotem z ciepłego ciała. Ociekająca krwią dłoń dzierżyła
ludzkie serce, zanim upadło z głuchym plaśnięciem na betonową posadzkę.
Z chłopaka uleciało ostatnie nabrane
wcześniej przez niego powietrze, ciało osunęło się na vampira stojącego za nim.
Ręka, czerpiąca z ostatniego dotyku czarnookiego, opadła swobodnie w dół,
zsuwając się po torsie Alexandra. Ten wziął bezwładne ciało w ramiona, kucając
blisko ziemi i pochylając się nad nim.
Pojedyncza łza zaznaczyła jego policzek, a
później spadła na twarz chłopaka. Pomimo niej, na ustach vampira widniał
uśmiech. Pocałował ostatni raz siniejące wargi. Skóra zbladła, a Alex położył
go delikatnie na ziemi. Aby zaznał spokoju i mógł wrócić z powrotem do niego,
kiedy w końcu przyjdzie odpowiedni czas, według rytuału, przywołał i zesłał na
chłopaka kuję mocy, która spaliła ciało z niebieskim błyskiem i już jej nie
było.
Wziął garść błyszczącego pyłu, jaki pozostał
w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu był Podrzędny, i sypnął nią w powietrze, wypowiadając zaklęcie,
które miało mu umożliwić powrót.
Partner, podpowiedział demon
siedzący w nim. Dopiero teraz się zorientował w tym, o czym vampir wiedział od
samego początku, jednak siedział cicho. Jego „ludzka” część, jeśli mógł tak
powiedzieć, myślała, że chce, aby ten człowiek przy nim trwał, bo był samotny…
Teraz jednak zdał sobie sprawę, że za jego pociągiem do tego mężczyzny stała
silniejsza natura, niżeliby ochota skończenia z samotnością.
***
Queen
nadal stał przed ojcem, zastanawiając się, jak to jest, że żyje się obok kogoś
przez tyle lat, a na końcu i tak okazuje się, że wcale się go nie zna? Nigdy by
się tego po nim nie spodziewał. Nie dość, iż nie miał pojęcia o pobycie tego od
tylu lat w areszcie, to tym bardziej nie spodziewał się takiego uchylenia od
dumy. Był zdziwiony, ponieważ z tego, co usłyszał wynikało, że mężczyzna został
aresztowany i skazany niedługo po jego ucieczce, a do tej pory o tej sprawie
było cicho. Było to naprawdę dziwne, gdyż George Dark był osobą publiczną,
powszechnie znaną. Także niepokoił go fakt, iż mężczyzna do tej pory nie
uchylił przed nim - i zdawało mu się, że nie tylko jego to ominęło – skrawka
tajemnicy, jakim był powód do zatrzymania pięćdziesięciolatka w tym miejscu.
Trochę
tego wszystkiego nie rozumiał. Nie mógł pojąć tych wszystkich, dziejących się
tak szybko, wydarzeń. To było dla niego trudne, ale nie był tępy. Wiedział, że
coś musiało się stać, aby ten mężczyzna wylądował w takim miejscu i tak długo w
nim pozostał. A następnie, żeby czuł potrzebę szybkiego opuszczenia tego
miejsca, po niewątpliwym przyzwyczajeniu się do niego. Po tylu latach, trudno
byłoby nie przywyknąć do zasad panujących w najbliższym otoczeniu. Rozumiał
także, że George musiał coś zrozumieć, wymyślić lub ukartować, by zadać sobie
po tak długim czasie, trud odnalezienia oraz poproszenia o pomoc zaginionego „nasienia”.
-
Teraz muszę się stąd wydostać, a ty mi w tym pomożesz. Bez żadnego szemrania. –
kontynuował swój wywód Starszy. Jednak Quentin nie bardzo wiedział, o czym on
mówi, zamyślony. Poza tym był uparty, często nie słuchał tego, co ktoś do niego
mówi, nie zależnie od tego, jakie to może mieć dla niego skutki. Przypomniał
sobie, że ostatnio takim swoim zachowaniem omal nie doprowadził do szału
swojego partnera. Na to, mimo wszystko, ciepłe wspomnienie zapragnął się
uśmiechnąć. Lecz nie pozwolił sobie pokazać tej słabości na zewnątrz, bo
wiedział, że ci ludzie nie zawahaliby się przed niczym, aby go udupić. –
Pójdziesz grzecznie z moimi chłopcami, będziesz z nimi w stałym kontakcie,
wykonując moje polecenia. – w Quentinie aż się gotowało, ale twardo trzymał
obojętną maskę na twarzy. – Później pojedziesz do Leona Strike’a, najlepszego
prawnika w całym państwie, a przy tym mojego starego znajomego, i przyjedziesz
z nim powrotem tutaj, aby mnie uwolnił. Masz dwa dni, by go przekonać.
-
Dlaczego właśnie ja? Nie mogłeś kazać
któremuś z twoich „chłopców” tego zrobić?
-
Nie, nie mogłem. Widzisz, znam Leona już długie lata i wiem, że mógłby mi
pomóc, tylko wtedy, gdy będzie sądził, że mu się to opłaca.
-
Czyli że jest taki, jak ty. – na to stwierdzenie pięćdziesięciolatek zgromił go
wzrokiem, ale kontynuował, nie zwracając na to większej uwagi. W końcu miał
rację.
- Dlatego
właśnie musiałem sprowadzić ciebie. Leon lubi męskie dupy, a ja znam kogoś, a
raczej coś, co jest chętne dać
komukolwiek, byleby tylko miał kutasa. Pomyślałem, że znam męską dziwkę, która
załatwi dla mnie to, czego potrzebuję. Mój synalek zrobi to z największą przyjemnością…
-
Ciebie chyba pokurwiło! Nie jestem żadną dziwką! – Queen już nie wytrzymał. Mimo
to, nie zamierzał wyznać mu prawdy o Darrenie. Nie narazi go. Tego był pewien. –
I nie zmusisz mnie, abym to zrobił.
-
Hm. Nie powiedziałbym. – miał cwany wyraz twarzy, kiedy starał się podburzyć
pewność siebie Quentina domniemanymi wątpliwościami. – Tacy twoi kumple, jak
już wspominałem, nie byliby zachwyceni „randką” sam na sam z moimi chłopcami. –
dobre zagranie z jego strony, ale nie przewidział pewnej rzeczy.
-
Phi. Oni nie mają dla mnie znaczenia. Byłem z nimi tylko po to, by zarobić i
stać się sławnym. Tylko kariera się dla mnie liczy. Od zawsze tak było. Po
trupach do celu, trudno. – kłamstwo. Wszystkie te słowa były kłamstwem. Ale ojciec
nie musiał o tym wiedzieć. Był teraz zdeterminowany chronić przyjaciół. – Wszystko
ma swoją cenę, prawda, tato? Czyż nie tego mnie uczyłeś?
Staruszkowi
mina nieznacznie zrzedła, szczęka opadła. Nie spodziewał się takiego obrotu
spraw. Sądził, że da radę szantażować gówniarza. Ale nie! On, jak zwykle, musiał
wszystko zepsuć! Cóż za niewdzięczna istota. Bezużyteczna.
***
Darren
mknął przez ciemne ulice miasta, by dostać się na dugi jego koniec. Biegł, wykorzystując swe vampirze
umiejętności. Żaden człowiek nie mógł go dostrzec, a nie-ludzie nie byliby zaskoczeni
tym widokiem. Zaraz za nim mknął Alexander. Umówili się z ekipą, że spotkają się
na miejscu pod wskazanym przez Podrzędnego adresem. Znał to miejsce. On także
miał tu znajomości, bo dobrze posiadać choć takie coś. Miał jednak nadzieję, że
nigdy nie będzie miał okazji, potrzeby, by z nich skorzystać. Dzisiaj jednak
postanowił, że nie zrobi tego, dopóki to nie okaże się konieczne.
Zatrzymał
się przed bramą główną ośrodka. Musiał poczekać na posiłki. Zapatrzył się przez
chwilę na ogromny budynek za ogrodzeniem z solidnej siatki, uwieńczonym drutem
kolczastym, który się rozpinał u jego szczytu. W bladym blasku księżyca
wszystko to wydawało się wyjątkowo zimne.
-----------------------------------------------------------------------------------
Bardzo dziękuję za komentarze! :)
Pozdrawiam gorąco :3
Oli <33