poniedziałek, 23 grudnia 2013

Serce na Granicy Mroku: Rozdział 5

W ramach prezentu ,,gwiazkowgo'' mam dla Was, miśki, kolejny rozdział - chyba dłuższy niż te do tej pory!

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!! ;**



W te chłodne dni gorąco zachęcam do czytania, bo między Queenem a Darrenem jest coraz cieplej!! :D 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
...Chorus
Just so you know
This feeling’s taken control of me
And I can’t help it, I won’t sit around
I can’t let him win now
Thought you should know
I’ve tried my best to let go of you
But I don’t want to
I just gotta say it all before I go
Just so you know

Thought you should know
I’ve tried my best to let go of you
But I don’t want to
I just gotta say it all before I go
Just so you know...*


Brian siedział naprzeciw niego i było po nim widać, że nie może z siebie słowa wydusić. Queen był zadowolony z reakcji przyjaciela. Było to, jego zdaniem, bardzo pochlebne. 


Zagrał kilka ostatnich dźwięków - prawą ręką szarpał struny, wyciskając z instrumentu melodię, a palcami lewej dociskał napięte żyłki do progów, uzyskując w ten sposób idealną wysokość owej piosenki. Całą piosenkę zagrał i zaśpiewał bez zawahania, mimo że nie ćwiczył jej sam. Tyle tylko, co z chłopakami na ostatniej próbie generalnej.


- WOW. I ty tak zawsze? Naprawdę wystarczy ci tylko chwila spokoju i gitara? Wszystkie nasze teksty tak układasz? - dopytywał się chłopak z szokiem i szacunkiem wymalowanym na jego przystojnej twarzy. 


Quentin zaśmiał się cicho i naraz odpowiedział na wszystkie pytania kumpla wypowiedziane gorączkowo i na jednym wydechu. 


- Tak.  - ta krótka odpowiedź starczyła, by chłopak wytrzeszczył oczy, a jego usta zadrżały, gdy je lekko i nieznacznie uchylił. Znowu się zaśmiał. - Zapisałeś? 


- T-tak... myślę, że tak. - zawahał się uroczo. - Ale... czy mógłbyś zaśpiewać to jeszcze raz? - zapytał nieśmiało i niepewnie.


- Bez patrzenia na tekst? - zdziwił się. - Nie za dużo ode mnie wymagasz? - przekomarzał się, ale już zaczął grać. Znów obeszło się bez problemu, a twarz Briana przybrała teraz wręcz pobożny wyraz, co było dziwne, zważywszy, iż jako najlepszy przyjaciel wiedział, że Queen jest wyznawcą Szatana. Niewielu i tym wiedziało. Quentin nosił na szyi zawieszony na czarnym rzemyku czarny krzyż, ale mimo to ludzie nie zwracali na to uwagi, bo albo nie wiedzieli, co takowy oznacza, albo myśleli, że to normalny krzyż, tylko że odwrotny, albo po prostu nie wiedzieli, że taki posiada. Albowiem - tak jak ze swoją seksualnością - nie ukrywał się z tym , ale i nie obnosił. Po prostu ten, kto wiedział - ten wiedział, a kto nie - ten wiedzieć nie musiał. 


- Dobra facet, zbieramy się - powiedział Queen lekko rozbawiony. Obydwaj wstali, a gitarzysta ułożył ukochany instrument w dopasowanym pokrowcu i zapiął suwak. Nie zauważył, że jego komórka nie zajmuje już miejsca w jego tylnej kieszeni, ale leży osamotniona w kupce liści i mchu, który wydzielał wonny, leśny zapach. Wyprostował się i obaj ruszyli tą samą ścieżką jaką tutaj trafili. Zawsze czuł na sobie czyjś wzrok, a szczególnie w lesie, więc teraz postanowił to zignorować. W myślach zanucił sobie jeszcze słowa swojej ulubionej piosenki:


Where'd you go?
Where's your home?**


***
Darren z ociąganiem i w osłupieniu podążał do miejsca, gdzie na zwalonym pniu ogromnego niegdyś drzewa ten chłopak o boskiej urodzie siedział przez pewien czas. Nadal mógł wyczuć jego słodki, ale i męski zarazem zapach, którego jeszcze nie zdążył rozwiać wiatr. Zaciągnął się tym zapachem mocno aż do samego dna własnych płuc. Potrzebował czuć ten aromat aż do końca swojej samotnej egzystencji. Dopiero wtedy, gdy ta myśl przez niego przepłynęła, zdał sobie sprawę, że właśnie tak było. Był samotny, a nawet osamotniony we własnym świecie, który mimo wszystko i tak nie był idealny, nawet dla niego. Zazwyczaj był otoczony przez ogromną ilość wspaniałych i wartościowych ludzi. Nigdy nie myślał o tym, jak bardzo pomimo tego wszystkiego, osoba taka jak on mogła czuć się opuszczona. Był przecież zawsze otoczony przez ludzi jak i inne istoty. Był miły, sympatyczny i towarzyski. Rzadko kiedy był sam, ale nawet kiedy tak było nie czuł się źle w swoim własnym i jedynym towarzystwie. Aczkolwiek teraz okazuje się, że można być samotnym nawet w tłumie. Wśród ludzi, którzy myślą: on nigdy nie jest sam! A jednak...no proszę jaka ironia! A więc prawdą jest także, że jeśli o czymś nie myślisz i nie uświadamiasz sobie tego, nie boli cię tak, jak powinno

Schylił się i podniósł z ziemi komórkę Queena. Obejrzał ją uważnie, choć wiedział, że nie może na niej być żadnych poważnych uszkodzeń po tak miękkim lądowaniu. Upewniwszy się, że przyrząd w sumie nie ma poważnych obrażeń, tyle tylko, co od codziennego użytku schował go ostrożnie wsuwając do kieszeni spodni. Po przysłuchaniu się rozmowie Queena i tego chłopaka, który prawdopodobnie miał na imię Brian, wiedział o koncercie, który dzisiaj mieli zagrać w miejscu pracy dwudziesto-trzy latka. Chętnie przyjdzie i posłucha, ponieważ głos młodego artysty był zniewalający i pobudzał wszystkie zmysły vampira. Postanowił, że pójdzie na koncert, a później pojedzie pod mieszkanie Queena i odda mu jego komórkę. 


Wrócił do domu, przebrał się w ciemne Jeansy, czarną koszulkę z szaro-czerwonym zadrukiem i do tego założył jeszcze granatową koszulę w kratę. Uważał, że taki strój będzie idealny na koncert - jak zgadywał - rockowy. Poza tym - lubił te ciuchy, a wszystkie razem tworzyły zgraną całość.


Vampir poszedł do łazienki w swoim sporym domku, który był otoczony przez las. Tam wyjrzał przez małe okno zamieszczone na wysokości jego głowy. Już się ściemniało. Stanął przed lustrem i sięgnął do półki poniżej. Wziął do ręki żel do włosów i odkręcił wieczko. Rozmazał w dłoniach śladową ilość i przeczesał palcami włosy, zagarniając je do tyłu. Powtórzył ową czynność jeszcze parę razy dopóki nie uzyskał pożądanego efektu. Zakręcił plastikowy słoiczek i odstawił go z powrotem na półkę, z której wziął ,,przy okazji'' jeszcze perfum o jego ulubionym zapachu. Nie chciał tego przyznać sam przed sobą, ale w głębi duszy chciał zwrócić na siebie uwagę Queena, może mu się przypodobać? W głębi duszy tam, gdzie tylko skryte marzenia i fantazje mają prawo głosu, myślał nad czym więcej niż tylko rozmową... miał chęć i nadzieję na coś więcej. 


Sam nie zdawał sobie sprawy, że się szczerzył do odbicia w lustrze, ale nie kontrolował tego tak samo, jak nie kontrolował swej męskości w spodniach w tej chwili rosnącej w szerz jak i w zwyższ. To było po prostu ponad jego siły. Kręcąc głową rozpiął rozporek ciemnych Jeansów i zajął się swoją potrzebą. Kiedy już czuł w lędźwiach zbliżające się spełnienie, wypchnął lekko biodra do przodu, wykrzyknął coś niezrozumiałego i pozwolił spermie wysączyć się na zewnątrz. 


Po wszystkim doprowadził się do porządku i podwinął rękawy koszuli na wysokość łokci. Wyszedł z łazienki gasząc za sobą światło i ruszając w stronę garażu. Po drodze sięgnął jeszcze po swoją czarną kurtkę ze skóry. Będąc w garażu automatycznie ,,podniósł'' roletę antywłamaniową zamykającą budynek od zewnątrz. Wsiadł na swój ulubiony czarny, wielki motor, założył czarny, lśniący kask i skórzaną kurtkę i wyjechał na trasę, która prowadziła do miasta. Nacisnął guzik na pilocie, który zamknął budynek na odległość. W trasie upewnił się jeszcze, czy na pewno zabrał komórkę Queena. 


Zaparkował przy starym budynku. Zsiadł z motoru, stanął obok niego i podparł maszynę stalową nóżką. Zdjął z głowy kask i powiesił go na przedramieniu. Podszedł do drzwi, które były wejściem do klubu nocnego - Fantasy. Przywitał się z dwoma potężnymi bramkarzami z uśmiechem i siłą perswazji przekonał ich, żeby wpuścili go do środka. Nie chciało mu się gadać z nimi dłużej niż to konieczne. Chciał jak najszybciej znaleźć się w środku, tym bardziej, że słyszał już muzykę zespołu. Musiał zobaczyć Queena. Teraz. 


W środku rozejrzał się i zajął miejsce pod ścianą - najdalej od sceny, ale i tak była stamtąd dobrze widoczna. Wlepił wzrok w jedną osobę na scenie, tylko pobieżnie omiatając wzrokiem ludzi na niej stojących, zajmujących swoje miejsce przy właściwych instrumentach. Czarujący wokalista był również - jak się okazuje - głównym basistą. Stał z gitarą elektryczną i zamkniętymi oczami przy mikrofonie i śpiewał spokojną, melodyjną piosenkę. Nie była to ta piosenka, którą zagrał wtedy w lesie, więc, jak się domyślał Darren, była ona pewnie ,,hitem wieczoru''. 

***
Stał tak pod ścianą przez kilka godzin trwania koncertu i ani na chwilę nie odwracając wzroku od Darka. Czekał na tę piosenkę cierpliwie, rozkoszując się każdym dźwiękiem 
wydobywającym się z tych seksownych ust...

Quentin czuł się zniewolony pod burzącym krew w żyłach mroźnym spojrzeniem diamentowych oczu. To było takie... dziwnie podniecające, mimo koloru tęczówek, które wyróżniały się z tłumu ludzi stojących pod sceną. Dark patrzył na niego co chwilę i nie zauważył, żeby ten facet patrzał na kogoś innego - czy to na klientów czy na innych członków jego zespołu. To było takie... wręcz intymne doznanie. Tak, jakby byli sami, a nie w klubie nocnym pełnym ludzi. Przez to wszystko jego głos był lekko ochrypły. Nie mógł doczekać się końca koncertu, by złapać Darrena i z nim porozmawiać.


Ostatnią piosenkę zagrał i zaśpiewał myśląc tylko o jednej osobie - o nim, przez co jego głos był niski, gardłowy, przepełniony emocjami, które teraz buzowały w jego wnętrzu. Jego rozczochrane włosy opadały mu na twarz, więc gdy miał chwilę przerwy w śpiewaniu rozrzucił je na boki, szarpiąc gwałtownie głową w tę i z powrotem w rytm solówki na bębnach i dublującej temu gitarze elektrycznej. Tłum zahuczał głośno i zaczął wysoko wymachiwać rękami, lecz on zauważył tylko fakt, że Darren poruszył się niespokojnie na swoim miejscu. Uśmiechnął się myśląc, że to z powodu rosnącego i twardniejącego penisa. Zaczął się mimowolnie zastanawiać, jaki on może być duży...? 


Hunter's Lie przestali grać i tłumy zaczęły się rozchodzić. Queen zbiegł ze sceny wraz z gitarą i już chciał popędzić w stronę miejsca, z którego przez cały wieczór obserwował go Darren, lecz zorientował się, że już go tam nie ma. Zdezorientowany rozejrzał się wokoło. Nigdzie go nie było. Jak gdyby sobie wymyślił, że jest tutaj taki ktoś, jak ten przystojny Stone, i że nie patrzy na nikogo innego, tylko na niego. Zauważył Toma - klawiszowca ze swojej kapeli. Chłopak był wysoki i szczupły, dzisiaj ubrany w czarny wyglądający na bardzo stary podkoszulek bez rękawów, jakieś stare Jeansy i wysłużone czarne glany niedopięte do końca. Jego ciemnoniebieskie oczy zabłyszczały, a usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu na bladej twarzy, błyskając czarnym, spiralnym kolczykiem oplatającym dookoła jego dolną wargę,zakończonym stożkami na obu końcach czarnego druciku, widząc, że na niego patrzał. Podszedł więc do niego podszedł w celu zapytania, czy tylko Dark widział tu Darrena. Zbliżył się do klawiszowca, ale zanim zdążył choćby otworzyć usta, żeby coś powiedzieć Tom mu przeszkodził. 


- Szukasz tego ciacha, co, skarbie? - zagadał kiwając głową w górę zaczepnie. 


- Taa... widziałeś? - zapytał kolegi. 


- Jasne! Ślepy by zauważył! Pożeraliście się  wzrokiem cały wieczór! - zaśmiał się Tom grzebiąc ręką w kieszeni. - Trzymaj, kazał mi to tobie przekazać. - powiedział z szerokim uśmiechem, jakby był dumny, że to właśnie jego poprosił o tę przysługę. Podał mu małą biała karteczkę złożoną na cztery razy. Wziął ją do ręki, podziękował i ruszył do wyjścia, rozwijając wiadomość. 

Czekam na zewnątrz. Szukaj czarnego... znajdziesz!
                                                                                        Darren
Wspiął się po schodach, biorąc po dwa naraz taki był ciekawy. Rozejrzał się zaintrygowany. Jego wzrok napotkał diamentowe tęczówki i jego własne głęboko czarne zostały uwięzione przez niewidzialną siłę, dopóki nie znalazł się tuż przed nim. 

cdn.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Just so you know - Jesse McCartney 
**Hear me naw - Hollywood Undead


dwumetrowej choinki białej śniegu pierzynki mikołaja hojnego, worka prezentów pełnego


Życzę wszystkim czytelnikom i nie tylko!! 
WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
Pozdrawiam ;**
Oli-chan 

piątek, 20 grudnia 2013

Serce na Granicy Mroku: Rozdział 4

Witajcie! 
Bardzo przepraszam za taką wielką zwłokę, ale po prostu napisałam kawałek Rozdziału 4 no i tak mi jakoś później weny zabrakło.




A teraz ZAPRASZAM DO - mam nadzieję - MIŁEJ LEKTURY!! :D

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ze snu wyrwał go wkręcająca się w mózg melodia jego telefonu sygnalizująca połączenie przychodzące. Ledwo przytomny zerknął na wyświetlacz. Zmarszczył brwi.

- Czemu wy, ludzie, nigdy nie dacie mi spokoju?! – rzucił z wyrzutem do słuchawki telefonu, nie zaprzątając sobie głowy przywitaniem.

- Też się ogromnie cieszę, jaśnie panie, iż jebnął mnie ten zaszczyt rozmowy z tobą! – wyniośle i niekoniecznie szczerze przywitał się perkusista jego grupy muzycznej, Hunter’s Lie.

- Brian… dałbyś się wyspać… - zaczął marudzić – czego chcesz?

- O, wybacz mi, panie, że przeszkadzam w fantazjowaniu, ale chyba zapomniałeś o pewnym fakcie 


– dzisiaj mamy występ w Fantasy. Sam to załatwiłeś, więc nie przyjmuję odmowy. Musimy jeszcze przećwiczyć muzykę do ,,Just so you know’'… sam wiesz, że to nowa piosenka i idzie nam z nią masakrycznie…Pewnie dlatego, że zagraliśmy ja dopiero trzy razy i jeszcze nie mamy ani kawałka tekstu...!

- Oj, daj spokój! Przecież nie jest aż tak źle… o której ten występ?

- O ósmej… ale, stary! Mieliśmy się jeszcze spotkać, bo dawno nie gadaliśmy.

- Jasne. Zdążymy się jeszcze spotkać, spokojnie. Wdech, wydech. – zawsze kiedy go tak uspakajał przyjaciel robił się czerwony po same uszy, dlatego uwielbiał to robić. Pomimo ich potyczek słownych naprawdę bardzo dobrze się dogadywali. Przyjaźnili się od siedemnastu i znali się jak łyse konie, a także świetnie bawili w swoim towarzystwie.


- Może jeszcze tego nie wiesz, ale ja nie jestem w ciąży! – zbulwersował się.

- Widzę, że dobrze się zabezpieczasz – mruknął cicho pod nosem, śmiejąc się.

- Hej! – mógł  spokojnie stwierdzić, że kumpel zrobił skwaszoną minę, marszcząc nos i wykrzywiając w grymasie usta. – Queen, rusz swoją szlachecką dupę z wyra, ogarnij się i jadę po ciebie. Na razie, pa!

- Spoko. – posłał Brianowi jeszcze buziaka do słuchawki i zaśmiał się w głos, kiedy odpowiedziało mu ciche cmokanie.

Odejmując smartfona od ucha spojrzał przelotnie na godzinę. Piąta. Coś ostatnio dużo śpi. Może to jego godziny pracy dają po dupie jego aktywności…? Życie.

Podszedł do szafki wyjmując z niej czarny T-shirt z białym, delikatnym nadrukiem na torsie, ciemnoniebieską koszulę w ciemną kratkę i – standardowo – czarne rurki. Nosił się w stylu EMO, bo po prostu do niego pasował. 


Jakieś dwadzieścia minut później Quentin usłyszał dzwonek do drzwi od mieszkania. Pewnie drzwi od klatki były otwarte, albo Brian wstukał kod na klawiaturze domofonu. Znał go na pamięć, bo perkusista był u niego tak częstym gościem, że ktoś z zewnątrz i niewtajemniczony mógłby powiedzieć, że są braćmi i ze sobą pomieszkują...albo że są kochankami - to już całkiem inna sprawa. Jednak mimo pogłosek i plotek nigdy ze sobą nie spali. To znaczy... kilka razy prawie doszło do takiej sytuacji, ale zdążyli się w porę opamiętać. Seks zawsze niszczy przyjaźń, a gdzie miłość tam ryzyko nienawiści. Dla nich ich wspólne relacje były o wiele ważniejsze niż pociąg seksualny i pożądanie. Nie byli w stanie zaprzepaścić tak wspaniałej znajomości z dzieciństwa. Od zawsze się trzymali razem i, choć ich kłótnie były takie, że nie rozmawiali po nich jakieś dwa miechy, to i tak byli dla siebie jak rodzeństwo  - w końcu wychowywali się razem. Poznali się na podwórku, kiedy Queen miał jakieś sześć lat, a Brian był od niego o rok młodszy*. 


Otworzył drzwi, a kumpel wtargnął do mieszkania niczym burza.Od razu się na niego rzucił jakby nie widział go jakieś sto lat. Uwięził go w niedźwiedzim uścisku. Queen jęknął kiedy jego obolałe ciało zostało ściśnięte. Brian odsunął się o krok i przyjrzał mu się podejrzliwie, marszcząc brązowe brwi. 


- Co ci się, chłopie, stało? Czołg cię potrącił czy co? - zapytał, widząc w jakim stanie jest jego twarz. Bez pytania Brian przeszedł przez mały salonik, wszedł do kuchni wręcz mikroskopijnej wielkości i sięgnął do jednej z górnych szafek po apteczkę. Z małego pudełka wyjął kilka plastrów i jakąś maść na przyspieszenie gojenia. - Chodź tu - powiedział ciągnąc Queena za rękę w swoją stronę. - Muszę cię opatrzyć, bo sam tego nie umiesz - powiedział karcąco z kwaśną miną. 


- Co karze ci myśleć, że ,,sam tego nie umiem''? - zapytał Queen zirytowany.


- Bo w innym wypadku byś to zrobił - prosta odpowiedź. Brian wycisnął trochę maści na palce i przybliżył dłoń do jego twarzy. Delikatnie pogłaskał Queena po policzku rozsmarowując lek. - Może byś mi łaskawie wyjaśnił, dlaczego tak wyglądasz? - zapytał przyciskając chłopaka ciętym wzrokiem, żądając odpowiedzi. 


- Kevin Black - wystarczyło tylko jedno nazwisko, by Brian wiedział - a raczej domyślał się - co się najprawdopodobniej stało. Oczy młodszego chłopaka zaczęły ciskać błyskawice. 

Queen, używając swojej mocy, pomógł kumplowi się uspokoić. Ten już spokojny i opanowany przykleił plaster na jego dolną wargę i cmoknął go lekko w czoło. 

- Dziękuję - powiedział Queen, chwytając go dłońmi po obu stronach jego twarzy, przyciągnął jego usta do swoich i złożył na nich delikatny pocałunek, dziękując przyjacielowi tak, jak mieli w zwyczaju. 

***
Pół godziny później spacerowali leśną ścieżką, która sami nie wiedzieli gdzie prowadziła. Queen bardzo lubił przechadzki po lesie, co skrywał tak wiele tajemnic zarówno ludzkich jak i innych istot. Ta niezmierzona przestrzeń; powietrze, które było samo w sobie zagadką tutaj dodawało uroku każdej chwili; słowo wypowiedziane tutaj, wydostające się z ust uciekało, ale jeszcze zanim zniknęło całkowicie pozostawało w pamięci o wiele dłużej niż w pustej przestrzeni i odbijało się kilkukrotnie od drzew, stojących na przeszkodzie prędkości dźwięku. Taki urok prymitywnych miejsc, który wręcz kochał. 

- Miałeś wymyślić jakiś tekst do ,,Just so you know''. Zrobiłeś to już? Założę się, że nawet nie przysiadłeś przy tym - wyrzucał mu Brian, który jednak na prawdę znał go na wylot. Ale to przecież wziął swoją ukochaną gitarę, by mu w końcu pokazać jak się pisze piosenki. Zdjął ją właśnie z pleców i, siadając na jakimś grubym, obalonym pniu, odpiął czarny pokrowiec i ostrożnie wyjął z jego bezpiecznych objęć swoją miłość. 


- Patrz. Ucz się. I nie zapomnij zapisać słów. - powiedział pewny siebie. Nie przechwalał się. Po prostu wiedział, że jego przyjaciel będzie w szoku. Obserwował, jak Brian wyciągał swój notatnik i długopis. Ze sceptyczną, ale jednak powściągliwą miną usiał na ziemi naprzeciwko chłopaka z gitarą.


Queen nie wiedział, że kiedy usiadł i jego spodnie się lekko naprężyły na pośladkach jego telefon wypadł zagłębiając się w mchu, czego nie było słychać dla jego bardziej ludzkiego ucha, tym bardziej, że w momencie zetknięcia się urządzenia z podłożem zaczął grać melodię, która zwróciła także uwagę vampira, który od dłuższego czasu obserwował poczynania tej dwójki w lesie, na jego osobę.  


cdn.

 ---------------------------------------------------------------------------------
* Nie chodzi o to, że Brian kiedyś był od Queena młodszy, a teraz już nie, tylko ogólnie jest młodszy, a że piszę w 3 os. cz. prze. tak wyszło i wygląda jak wygląda.. xD


Bardzo gorąco zachęcam do komentowania! ;* 

Pozdrawiam i WESOŁYCH ŚWIĄT!!! 
(PS Postaram się dodać jeszcze jeden rozdział z tej okazji w ramach małego prezentu, ale jak wyjdzie się okaże ;) )
Oli-chan

niedziela, 8 grudnia 2013

Serce na Granicy Mroku: Rozdział 3

Przepraszam, że tak późno, ale obiecuję, że już za kilka dni dodam kolejny rozdział!
Tak to jest, jak się nie ma weny, a później ona wraca z wielkim "buum!'' i ma się jeszcze więcej pomysłów do zrealizowania! ;) 

Zapraszam do czytania! 

--------------------------------------------------------------------
Obudziły go jasne promienie słońca padające na jego twarz. Podniósł rękę i przyłożył ją do czoła, by przesłonić cieniem oczy przed jaskrawym światłem poranka. Powoli, leniwie uniósł ciężkie powieki. Od razu dostrzegł źródło owego dyskomfortu: okno było nie tylko niezasłonięte, ale jeszcze niedomknięte! Musiał być tak bardzo zmęczony, że całkowicie o tym zapomniał.

Wrócił myślami do wydarzeń z poprzedniego wieczoru. Wzdrygnął się przypominając sobie jak Black ze swoją paczką napadli na niego pod miejscem jego pracy. "Przewiń". Wspomnienia z ostatniej nocy zaczęły przewijać mu się przed oczami w bezwzględnie szybkim tempie. Na chwilę zwolnił, kiedy ujrzał kolejny raz tą przystojną twarz nieznajomego. Nie! Dalej. Nie o tym ma teraz myśleć. (To zostawi sobie na później...kiedy wróci do łóżka czysty i odświeżony...choć w sumie wolałby z nim, ale już dawno przekonał się, że marzenia i plany nie mają sensu. Zadają tylko ból i to na wymyślonej zasadzie.) No to dalej... podróż do domu, gramolenie po schodach w górę.. i wreszcie - ostatkiem sił rozebrał się do samych bokserek w zielonym kolorze, poległ na łóżku jednoosobowym i przykrył się wielką, ciężką kołdrą dla dwóch osób (lubił się szczelnie opatulić, by ciepło od niego nie uciekało). Gdy tylko przyłożył głowę go poduszki zatracił się w bezgranicznej krainie Morfeusza.


Podniósł się do siadu i,wyjmując komórkę z pod poduszki, spojrzał na godzinę wyświetloną ogromną czcionką na ekranie urządzenia. Cholera. Miał siedemnaście procent baterii. Jego telefon trzeba ładować codziennie, a jak widać, wczoraj o tym zapomniał. Pochylił się podciągnął kabel ładowarki, podciągnął go na materac  i podłączył smartfona do źródła energii. Nigdy jej nie odłączał od przedłużacza, do którego była podłączona także lampka nocna. Przy jej ciepłym blasku uwielbiał siedzieć późnymi wieczorami i czytać swoje ulubione książki o tematyce fantasy i (oczywiście) romans. Tym bardziej, jeżeli głównym wątkiem erotycznym jest miłość męsko-męska! Ale! Nawet mimo swoich upodobań - nie pogardziłby dobrym romansem hetero, byleby tylko było coś fantastycznego. Wręcz kochał te o vampirach, zmiennokształtnych, magii, innych wymiarach...itp.  


Wracając do rzeczywistości, wstał z łóżka uciekając ciałem od ciepłej pościeli o magnetycznej sile przyciągania. Przeciągnął się, wyginając plecy w łuk. Schylił się i podniósł ubrania, które przez całą noc leżały na podłodze, tam, gdzie je rzucił. Wyprostował się. Poszedł do łazienki, by się ogarnąć i odświeżyć. 


W szaro-czarnym pomieszczeniu pierwsze, co zobaczył to swoje upiorne odbicie w dużym lustrze naprzeciw drzwi.


- Kurwa. Wyglądasz jak zombie, stary. Fuj. - mówił do siebie. Może czuł potrzebę porozmawiania z kimś inteligentnym...? - Jak tak można?! - pierwszy raz od dawna wpadł w histerię, która już od jakiegoś czasu niecierpliwie i niespokojnie dryfowała tuż pod cienką powierzchnią jego wytrzymałości. Kiedyś zdarzało się to bardzo często, a raczej było na porządku dziennym. Jakoś zdołał nad tym zapanować, albo po prostu brakowało mu odpowiednich bodźców do takich zachowań. Po prostu cicho schowało się pod cienką powłoką jego osobowości, która, mimo wszystkiego, co przeszedł w swoim dawnym rodzinnym "domu", była przerażająco krucha. W tym bezwzględnym świecie taka delikatność jest tępiona niczym zaraza, a ludzie są okrutnie ranieni z premedytacją. Bycie sobą to za mało i każdy, kto przetrwał żyjąc na tej Ziemi powie to samo. Bez wyjątku. Tak już po prostu jest, a kto tego nie akceptuje wraca tam gdzie dusze się ''rodzą'', by potem znów wrócić tu, w to samo miejsce, nie pamiętając nic z poprzedniego wcielenia. 


Teraz przy pierwszej lepszej okazji jego skłonność dała o sobie znać, wykorzystując jego słaby umysł przeciwko niemu. Nigdy nikt mu z tym nie pomagał i teraz też poradzi sobie sam. Nienawidził zawracać komuś głowy swoją osobą. Każdy ma swoje własne demony i musi nauczyć się nad nimi panować, bo w końcu każdy z pewnością i nieodwołalnie zostanie sam.  

Wciąż był wpatrzony we własne odbicie na szklanej tafli. Widział jak po jego policzku spływa kilka pojedynczych łez spowodowanych złością, bólem, strachem, samotnością, uczuciem poniżenia... wstydem. Było mu strasznie wstyd.Jednak poczucie bezradności powodowane napadami histerii, strachu, nie było mu obce. Tak. Może i był chory psychicznie, ale miał także zmysł niepozwalający się zwierzyć z całej swojej istoty innej osobie niezależnie od tego jak jemu bliskiej. Kolejno zadrapany policzek i rozcięta warga nieznacznie za szczypały od nikłej kropli słonego płynu. Odkręcił kran, nadal patrząc tyko na swoją twarz  - jedyną cześć ciała, z której mógł być dumny. Nabrał wody na dłonie i uniósł je w górę, by przemyć twarz. Skrzywił się trochę pod naciskiem swoich palców na skórze. Zmył bród, krew i łzy. Nie wytarł twarzy, tylko zdjął bokserki i wszedł pod prysznic. Odkręcił wodę, z nadzieją, że może ona go oczyści. Jednak podświadomie wiedział, iż jest to niemożliwe, bo "bród" zakleszczył się już dawno głęboko w jego duszy. Wystarczyło spojrzeć w jego oczy, by o tym wiedzieć. Nigdy nie patrzył ludziom prosto w oczy, jednak w nocy coś się stało i przełamał tą zasadę i bez najmniejszego skrępowania wpatrywał się w oczy Darrena. Były takie piękne, że po prostu nie mógł się oprzeć! Teraz te oczy go prześladowały, ale tego nie żałował. Były z nim wszędzie, dzięki czemu nie czuł się już taki samotny, jaki był w rzeczywistości. W tej chwili wspomnienie lodowatego spojrzenia nietypowych oczu pomogło mu się uspokoić, jakby lejąc balsam na poszarpane nerwy.

Stał pod strumieniem wody spokojny jak nigdy i nieświadomy otoczenia. Ciepła ciecz spływała po ciele, odwiedzając wszelkie możliwe zakamarki. Błogie uczucie było wszechogarniające. 


Stało się ono podobne do narkotykowej ekstazy, można się od niego uzależnić. Jednak stać sam, utopiony we własnych myślach, to nie było czymś do czego dążył. Chciał,  aby ten stan trwał z nim, kiedy byłby otulony przez ciepłe ramiona mężczyzny, który darzyłby go wzajemną miłością. Lecz to tylko życzenia, będące w zastygłej poczekalni z miliardowym numerkiem. 


Orzeźwiony wyszedł spod prysznica i stanął przed lustrem. Przeczesał palcami mokre włosy i uśmiechnął się trochę sztucznie do chłopaka stojącego naprzeciw niego.


- Teraz przynajmniej nie wyglądasz jak chodząca śmierć... teraz zdecydowanie jesteś bardzo pechowym nieszczęściem. - zaśmiał się z własnego suchego żartu. Nie lubił takich rzeczy, ale w mieszkaniu było przerażająco cicho; musiał czymś zagłuszyć piszczącą ciszę, oraz zapełnić pustkę po przypomnieniu sobie, że nikt nie czeka na niego w sypialni, i że prawdopodobnie już nigdy więcej nie spojrzy w te cudowne oczy, które teraz nie odstępowały Quenna na krok! 


Pomaszerował do pokoju nagi. Nie zawracał sobie głowy sięganiem po ręcznik. Po prostu wyszedł jak stał, gasząc za sobą światło w łazience.  


Rzucił się na łóżko i myślał tylko o seksownym ciele swego bohatera. Kurwa, dawno nie miał kochanka...teraz mu tego brakowało. Mimo tego nie sądził, żeby Darren był zainteresowany baraszkowaniem nocą w łóżku z kimś jego pokroju. Mało kto by tego chciał zwłaszcza, że w sumie jeśli chodzi o ciało nie miał się czym popisać. Normalne, szczupłe, trochę widocznych mięśni - jak sądził-jak każdy facet! 


Walnął się na łóżko, idealizując sylwetkę dwudziestoparolatka. Jego kolega był już twardy jak głaz. Przejechał dłonią po swoim ciele i poczynając na piersi powoli sunął w dół. Pobawił się leniwie sutkami, które stały się teraz twardsze...zjechał dłonią na brzuch, obrysowując palcami mięśnie, jak marzył, by robił to Stone.  Leżał z zamkniętymi oczami i gardłowo, donośnie jęczał. 


Przesunął palce na podbrzusze, gdzie od pępka w dół ciągnęła się wąska linia włosków, stopniowo rozszerzając, gdy zbliżała się do penisa. Im niżej się dotykał, tym bardziej mruczał na przemian sapiąc. Jego sterczący już jak pałąk fiut ociekał sokami kiedy do niego dotarł. 


Obejmując palcami narząd zaczął nimi coraz szybciej i energiczniej na nim poruszać. Wyrwał mu się jęk przepełniony długo oczekiwaną rozkoszą.  


-Darren...! - szepnął bezgłośnie, jednocześnie wdychając powietrze w płuca. Jeszcze kilka mocnych ruchów i osiągnął spełnienie, cały brudząc się spermą. Nie był na prawdę  zaspokojony, lecz mimo wszystko trochę zagłuszył żądzę seksu. Nie chciało mu się iść wykąpać, więc tylko wytarł się w skrawek pościeli i zmrużył oczy do drzemki. Był wykończony.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam do komentowania! 
Pozdrawiam i całuję! ;*

wtorek, 26 listopada 2013

Serce na Granicy Mroku: Rozdział 2

Ogromnie dziękuję za komentarze! ;* 
Kolejny rozdział dodaję dzisiaj, ponieważ mam taką ochotę (co wcale nie znaczy, że tak będzie już zawsze). ;)
Bez dalszego gderania: zapraszam na rozdział!:D
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Zanim zdążył do nich dotrzeć chłopak otrzymał jeszcze kilka ciosów w twarz i brzuch. Kiedy tylko z rozciętej wargi popłynęła cienka stróżka rubinowego płynu vampir poczuł, jak jego tęczówki stają się błyszcząco jaskrawe, czyniąc jego spojrzenie lodowatym. Reagował tak tylko wtedy, gdy był pod wpływem silnych emocji. Lub gdy czuł zapach krwi uwolnionej z więzienia ludzkiego ciała.  

Po całym ciele przebiegł go dreszcz. Zdezorientowany przez chwilę tylko stał i gapił się z niedowierzaniem na mężczyznę zgiętego wpół. Wyglądał na -góra- jakieś dwadzieścia pięć lat. Mimo swego młodego wyglądu był dobrze zbudowany. Czarna koszulka z szarym nadrukiem elektrycznej gitary opinała widocznie umięśnione ramiona, szeroką klatkę piersiową, szczupły brzuch. Teraz lekko uniesiona odsłaniała czarny pasek nabity błyszczącymi ćwiekami, przytrzymujące na biodrach jego wąskie rurki tego samego koloru, co cała reszta ubrań, które miał dziś na sobie. Nawet trampki miał czarne, ale (o dziwo) z czerwonymi sznurówkami - no, to zaszalał kolorystycznie! 


Darren uśmiechnął się trochę na te myśli. Jednak jego humor prysnął, gdy główny oprawca zrobił krok w tył.


Rękoma szarpał coś przy swoim ubraniu. Queen uniósł głowę i zobaczył, jak Kevin rozpina swoje jeansy. Doskonale wiedział, co zaraz nastąpi. 


- Odsunąć się - warknął lider grupy na swoich chłopców. Ci, oczywiście, posłuchali i bezzwłocznie ustąpili mu dostępu do niego. - I co? - zapytał kpiącym głosem. Patrzał na niego z wyższością. - Trzeba było przyjąć, co ci wcześniej proponowałem. Teraz nie będzie tak przyjemnie, chociaż chciałem tego z początku. W sumie...wiesz, już dawno bym cię zostawił, bo nie reagujesz tak, jak ja tego chcę, ale jest jeden problem - ja już dawno nabrałem na ciebie ochoty. Tak na prawdę nie na ciebie, tylko na twoją smakowitą dupę ściśniętą tymi cholernymi pedalskimi rureczkami. 


Nagle w zaułku między dwoma blokami zrobiło się bardzo zimno, a atmosfera stała się ciężka i aż prawie było widać mgłę grozy. Przydupasy Kevina zwiały czym prędzej. Sam Quentin uciekłby gdzie pieprz rośnie, gdyby tylko mógł się ruszyć.


Patrzył z przerażeniem jak z ciemności za Blackiem wyłania się wielka postać otulona mrokiem, jakby drugą skórą.  Postać rzuciła się na mężczyznę,który z przerażeniem, na drżących nogach zaczął się cofać, ale nie zdążył, bo Mroczny już go dopadł. 

***
Nieprzytomny mężczyzna leżał na ziemi po osobistej konfrontacji z Darrenem. Popatrzał w stronę chłopaka, który skulony siedział na ziemi.  Bał się go. Czuł to we własnej krwi, rozpoznał po gorzkim zapachu w powietrzu. Podszedł do niego najspokojniej, jak tylko umiał. Przykucnął przed nim powoli. 

- Możesz wstać? - zapytał łagodnie, by nie przyprawić go o zawał serca. Nie chciał go targać do szpitala. Z resztą szkoda tak młodego chłopaka.


Chłopak podniósł wzrok i napotkał parę najpiękniejszych oczu jakie mógłby sobie wyobrazić. A wyobraźnię miał bogatą. Wokół wąskich źrenic jaśniał kryształowy blask nadający drapieżności tęczówce o ciemniejszej, granatowej otoczce. Tym wzrokiem mógłby ćwiartować jak laserem, tylko że na zimno. Dookoła oczu miał zaczerwienioną skórę, ale to go nie dziwiło, bo nietrudno o ćpuna w tej okolicy. A efekt takich tęczówek mogły sprawiać kontakty...prawda? Co do tego nie był pewien, ale postanowił o tym nie myśleć.


- Chyba tak - odparł cicho. Spróbował się podnieść, czego od razu pożałował, bo głowa zareagowała na ten ruch tępym bólem. Zatoczył się i znów wylądowałby na podłodze, gdyby nie fakt, że Mroczny zdążył w porę zareagować. Trzymany przez silne dłonie Dark speszony zarumienił się nieznacznie. Kiedy miał już pewność, iż jest w stanie ustać na nogach odsunął się o krok od potężnego ciała mężczyzny. 


- Darren Stone - przedstawił się nieznajomy, wyciągając dłoń w jego stronę.


- Quentin Dark - przyjął podaną rękę i uścisnął ją. 

***
Quentin podziękował za pomoc, bo przecież Darren mógł przejść obok nie zawracając uwagi na bójki. Ale on nie tylko się zainteresował, lecz także zaangażował. Później, co było miłe z jego strony kilka razy się go zapytał, czy na pewno nie potrzebuje lekarza i czy da radę w jednym kawałku dotrzeć do domu. Pożegnali się i wracali właśnie do swoich domów. 

Dwudziestotrzyletni chłopak zatrzymał się na przystanku. Wyjął z prawej, przedniej kieszeni spodni komórkę i spojrzał na godzinę na wyświetlaczu. Kurwa. Szesnaście minut temu uciekł mu ostatni autobus, co by go zawiózł do centrum. Stamtąd jeszcze tylko dwoma takimi, jakieś siedem minut żwawego spaceru i osiem pięter w górę po schodach, bo znów się zepsuł dźwig (jakieś pół miesiąca temu, ale nikt się jeszcze do niej nie pofatygował z naprawą). I byłby w domu! Ale on jak zwykle musiał mieć pod górkę. 


Ruszył w stronę postoju taksówek, przetrzepując kieszenie w poszukiwaniu jakichś pieniędzy, którymi mógłby zapłacić za powrót do domu. W tylnej kieszeni znalazł dwa banknoty. Teraz tylko chciał, żeby to wystarczyło za podróż. 


Dotarł już na postój z dziwnym wrażeniem, iż jest obserwowany. Podszedł do najbliższego auta, otworzył drzwi i wsiadł. Usadowił się wygodnie na tylnym siedzeniu recytując z pamięci adres, pod który prosił się zawieźć. 


Po jakichś dwóch godzinach leżał w łóżku ledwo już kontaktując. Był wyczerpany. Sen przyszedł nagle, nie dając szans na reakcję. 

***
Vampir stał na chodniku przy jakimś okolicznym sklepie. Była to dzielnica dla ludzi głównie na średniej stopie finansowej. Nie wiedział, po co tu przylazł. Po prostu z ciekawości. Podążał śladem za taksówką i tak to się tu znalazł. Stał teraz z głową uniesioną w górę, wiedząc, że obiekt jego zainteresowania przebywa na trzecim piętrze od góry wieżowca. Wiedział już gdzie najprawdopodobniej mieszkał Quentin.

cdn. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To by było na tyle jeśli chodzi o moją dzisiejszą wenę ;) 
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania! ;*

poniedziałek, 25 listopada 2013

Serce na Granicy Mroku: Rozdział 1

Witam wszystkich, którzy tak jak ja kochają piękno Yaoi. 
Oto pierwszy rozdział mojego publikowanego opowiadania. Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii.
Liczę na szczerą ocenę. 

UWAGA! Rozdziały nie są betowane, wiec z góry przepraszam za wszelkie możliwe błędy i niedociągnięcia. 

A teraz zapraszam na rozdział! ;) 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Chłopak właśnie pochylał się nad blatem, polerując go szmatką. W uszach i dookoła niego dudniła głośna muzyka, a ludzie, którzy próbowali rozmawiać, musieli wręcz krzyczeć do uszu tym, co stali tuż przed nimi. Lubił tę pracę, atmosferę trwającą tu na okrągło. Wszystko emanowało rockiem – ludzie, stroje, wystrój wnętrza.

Lokal znajdował się pomiędzy dwoma obskurnymi blokami, znajdującymi się w jednej z najbardziej niebezpiecznych okolic w mieście. Pomimo tego, bar-dyskoteka cieszył się niemałą frekwencją i to nie tylko w weekendy, ale i w środku tygodnia również. Przed wejściem głównym znajdują się schody prowadzące w dół, ale już z chodnika widać, rzucający się w oczy neonowy napis głoszący: ,,Fantasy”.

Tak, właśnie. Co znaczy, że taki niebezpieczny? Otóż w tej dzielnicy grasuje pewna banda, która nie omieszka zajrzeć tu rutynowo co kilka dni. Oznacza to, że bójki są w tym miejscu na porządku dziennym. Policja nie interweniuje w wynikłe konflikty, dlatego wszyscy, którzy powiązani są z klubem muszą mieć to na uwadze*. I to jest cały haczyk bycia zatrudnionym w tym miejscu. Chcesz czy nie - masz z nimi na pieńku. Każdy medal ma dwa końce, a każdy kij ma dwie strony… czy jakoś tak. Nieważne.

Pochylił się znowu, gdy już zmienił ścierkę nasączoną płynem na suchą. Sprawnie wycierał czarny, lśniący blat, kiedy jego rękę zatrzymał silny chwyt, a pod nos ktoś rzucił mu obszerny zwitek banknotów. Zanim osoba, która naruszyła jego nietykalność zdążyła zabrać dłoń, zdążył zlokalizować bransoletkę. Owa rzecz mogła należeć tylko do jednej osoby – lidera wyżej wspomnianej paczki zbirów. Queen nie bał się go, ale ten facet prześladował go od dawna i na różne sposoby próbował zaciągnąć go do łóżka. Pod tym względem nie miał skrupułów – albo mu groził, że go pobije ( na szczęście skończyło się tylko na groźbie), innym razem szantaż (co także nie przyniosło odpowiednich rezultatów, bo na jakiś czas dostał zakaz wstępu do klubu), a teraz przekupstwo. Przekroczył wszelkie granice i mimo że był przystojny i atrakcyjny wyglądem, nie da się kupić jak jakąś męską dziwkę. Nie! To jest przeciw jego wszelkim zasadom moralnym!

- Zabieraj to stąd, Kevin.  – Warknął na tyle głośno, by dupek go usłyszał wyraźnie, uwzględniając i – miał nadzieję- biorąc do siebie fakt, iż prawie splunął na wypolerowany przez siebie blat, mówiąc jego imię.

- No, weź, skarbie. Tylko jedną noc. – Powiedział, ohydnie zbliżając swoje usta do ucha Queena, na co ten zareagował obrzydzeniem. Mało brakowało, a znów by musiał sprzątać, z tą jednak różnicą, że po sobie. 

- Odsuń się ode mnie, bo i tak nic nie zdziałasz. Jedynie tyle, że znów dostaniesz zakaz wstępu. Ale tego to chyba nie chcesz, co nie? – Każde wypowiadane słowo, a także te nie, syczał dobitnie, informując, żeby się nie zbliżał. Nienawidził takich aroganckich dupków. Jednak mimo swej nienawiści, musiał zważać na to, co mówił, bo mogło się to skończyć mało przyjemnie dla niego. Zawsze kiedy Kevin Black do niego podchodził istniało takie zagrożenie. 
    
Z nieodgadnionym wyrazem twarzy prześladowca zabrał zwitek pieniędzy. Z zaciśniętymi ustami odwrócił się i zniknął w tańczącym tłumie. To nie koniec. Za dobrze poznał tego typka. Wiedział, że już niedługo i przekona się, co oznaczało tak szybkie poddanie od strony wroga. 
    
Znowu zajął się swoją pracą. Jeszcze ze trzy godziny zanim skończy się jego zmiana, a przed nim jeszcze długa droga do domu. Pewnie czeka go tłuczenie się w autobusach. Naprawdę ciężko dotrzeć do jego domu, a o tak późnej porze tym bardziej. 

Dobra, stary. Koniec rozmyślania, trzeba się brać ostro do roboty. Powiedział do siebie w myślach, zaganiając do pracy, bo wiedział, że działa to na niego najlepiej.

***
Siedział na dachu ohydnego budynku, który sypał się od samego patrzenia na niego. Podszedł do skraju, by stamtąd poobserwować scenę rozgrywającą się cztery piętra niżej. Przy wejściu do obleganego, znanego w całym mieście klubu zebrało się kilku rosłych facetów. Śmiali się z czegoś, szturchając się w ramię i wznosząc zaciśniętą pięść w górę. Darren zmarszczył brwi, patrząc na te gesty. 

Nagle drzwi od lokalu otworzyły się i wypuściły jakiegoś faceta, który wchodził po schodach na górę, patrząc pod nogi, a długie do ramion, czarne, proste włosy zasłaniały jego twarz. Grupa ucichła i zwróciła swoją uwagę na niego. Otoczyła chłopaka w trymiga. Jeden – prawdopodobnie lider – zbliżył się do niego i solidnie przyłożył modemu mężczyźnie w szczękę potężną łapą. Ten zatoczył się i prawie upadł, ale został pochwycony przez dwóch innych i pchnięty na mury starego bloku. Vampir na ten ruch zeskoczył na mokry po niedawnym deszczu chodnik i bezzwłocznie ruszył na pomoc katowanemu facetowi. 

cdn.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Dziękuję Misaki Chan za zwrócenie uwagi na niepoprawne sformułowanie. Słowa użyte w tym zdaniu są jej osobistego autorstwa.  Przepraszam, że tak późno, ale obiecałam sobie, że gdy tylko będę mieć chwilę czasu to poprawię to, co jest błędne.


Jeszcze raz zapraszam do komentowania. Wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna! ;) 

Gorąco całuję i pozdrawiam. ;**